Agnieszka Kulągowska

15 Grudzień 2014

Moja przygoda z Fundacją DKMS rozpoczęła się dokładnie 3 lutego 2013 r. W tym dniu był przeprowadzany dzień dawcy szpiku dla konkretnej osoby z mojego miasta. Od razu postanowiłam przyłączyć się i być zarejestrowana w bazie dawców. Dokładnie półtora roku później w swojej skrzynce e-mail odczytałam tytuł wiadomości: "Ważna wiadomość od Fundacji DKMS". Wtedy lekkomyślnie uznałam, że pewnie to informacja ogólna dla wszystkich osób zarejestrowanych w bazie. Od niechcenia otworzyłam wiadomość i czytając treść mało nie osłupiałam: "W dniu dzisiejszym otrzymaliśmy zapytanie o Panią, jako o dawcę komórek macierzystych dla konkretnego pacjenta". Szybko sprawdziłam datę tej wiadomości i okazało się, że dopiero po 4 dniach ją odczytałam. Zasiała się we mnie panika, iż o te 4 dni jest już za późno i pewnie nie będę mogła pomóc tej potrzebującej osobie, zaczęłam nawet mieć wyrzuty sumienia z tego powodu. Od razu napisałam e-maila zwrotnego, że jeżeli jeszcze można, to wyrażam zgodę na udział w dalszej procedurze pobrania komórek macierzystych. I wtedy po 5 min. oddzwonił do mnie z Fundacji Pan Andrzej Zaczek z informacją: "Pani Agnieszko, absolutnie nie jest za późno!" Lawina radości ogarnęła mnie od stóp po głowę, jeszcze tylko dokładne sprawdzenie zgodności genetycznej z biorcą, która trwa do 3 miesięcy. Postanowiłam tą informacją nie dzielić się z rodziną, żeby nie "zapeszyć". Wiedziałam, że jeżeli się potwierdzi, to będę najszczęśliwsza na świecie, jeżeli nie, to nieszczęśliwa i podłamana z tego powodu. Cierpliwie czekałam na wiadomość, którą po 6 tygodniach przekazała mi Pani Barbara Jeżowska (moja Pani koordynator - cudowna osoba) - jest zgodność genetyczna!

Zostałam skierowana na badania wstępne i pobranie komórek macierzystych do Drezna w Niemczech. Po wstępnych badaniach pozytywnie zakwalifikowano mnie do pobrania, które miało odbyć się za 2 tygodnie. Niestety ten termin nie doszedł do skutku, przesuwano go 2 razy ze względu na stan zdrowia chorego, chciałoby się powiedzieć: "do 3 razy sztuka". I właśnie ta trzecia data była tą rzeczywistą tj. 17-18 listopada 2014 r. Cieszyłam się jak małe dziecko i byłam spokojna wewnętrznie, niczego się nie bałam, nawet 4 dni przed pobraniem, podawania sobie samej zastrzyków w brzuch, które słownie tak groźnie brzmią, a w rzeczywistości całkowicie są bezbolesne, byłam zdziwiona, jak to zastrzyk może nie boleć i to jeszcze w tym miejscu? A jednak, może nie boleć! Wiedziałam, że zrobię wszystko dla tej chorej osoby, aby uratować jej zdrowie. Pobranie komórek macierzystych w moim przypadku trwało przez 2 dni. W trakcie pobierania czułam wielką odpowiedzialność za mojego biorcę. Wiedziałam, że leży gdzieś w szpitalu, przechodzi w tym czasie wyniszczającą chemię i na pewno czeka na upragnioną szansę na zdrowie i to właśnie ode mnie.

W ciągu tych 2 dni szalały we mnie wszystkie możliwe pozytywne emocje: radość, szczęście, ulga, nie zabrakło też łez. Zostało zrobione wszystko w 100%, aby ratować to jedno istnienie! Jestem pod wrażeniem ludzi, którzy potrafią się zorganizować globalnie, aby przekazać dar zdrowia z jednego końca świata na drugi, między kontynentami. Moje komórki macierzyste "poleciały" do Stanów Zjednoczonych dla 10 letniego chłopca. Dziś wiem, że dla tej chwili warto było się urodzić. Gdybym jeszcze raz miała to zrobić, nie wahałabym się ani przez chwilę!!! Bo "kto ratuje jedno życie - ratuje cały świat”.

Na koniec podziękowania dla:
- Pana Andrzeja Zaczka za przekazanie życiowej informacji,
- Pani Barbary Jeżowskiej, która przeprowadziła mnie przez cały proces od kwalifikacji po oddanie komórek macierzystych, za jej ciepłe słowa i cenne rady,
- Pana Henryka i Maćka Luchowskich oraz Marcie - tłumaczom, którzy w trudnych momentach zawsze podtrzymywali na duchu, za ich poczucie humoru, po którym mogło być już tylko lepiej,
- lekarzom i pielęgniarkom z Kliniki w Dreźnie za fachową opiekę i wsparcie,
- i wszystkim innym osobom, z którymi nie miałam bezpośredniego kontaktu, a którzy każdego dnia przyczyniają się do przekazywania najcudowniejszego daru jakim jest zdrowie!!!

Słowami Pana Henryka Luchowskiego: "Dziękuję w imieniu ludzkości"