Anna Chojkowska

16 Styczeń 2014

„BÓG TRZYMA SWĄ RĘKĘ JAK SIATKĘ OCHRONNĄ POD CIENKĄ LINIĄ, NA KTÓREJ CAŁE ŻYCIE TAŃCZYMY.”
Helmut Kratzl

Kobieta, Włoszka... Może matka, żona, ale na pewno córka, przyjaciółka, koleżanka....Tyle wiem o mojej bliźniaczce genetycznej. Niedawno oddałam Jej komórki macierzyste – małą, ale jakże cenną cząstkę siebie. Mam ogromną nadzieję, że ta cząstka będzie dla Niej szansą na zdrowe życie. Tego z całego serca Jej życzę i myślami jestem przy niej zastanawiając się nad tym, czy wszystko się powiodło.

Moje zainteresowanie białaczką jako chorobą rozpoczęło się w momencie, w którym dowiedziałam się o chorobie Agaty Mróz-Olszewskiej, podziwiałam Ją za siłę walki z chorobą, a przede wszystkim zawsze ceniłam Ją za odwagę, za to, że zdecydowała się na urodzenie dziecka w tak trudnych dla niej i jej najbliższych okolicznościach. Oprócz podziwu i zachwytu jej osobą przed i w trakcie choroby łączy nas jeszcze jedno, a mianowicie to, że tak wyczekiwana córeczka Agaty – Liliana urodziła się kilka dni po narodzinach mojego synka. Wiem, co czuła mając dziecko na rękach, mogąc je przytulić do swego serca. To najpiękniejsze momenty życia kobiety i bliskiego jej otoczenia. Poprzez swój upór, nieraz negowany przez otoczenie dopięła swego, zawalczyła o życie swego dziecka i udało się!!! Mimo przegranej z chorobą spełniła swoje marzenia. Przeżywałam jak odeszła, płakałam, nie potrafiłam sobie wyobrazić tej sytuacji, w której pozostał mąż, rodzina i to małe dzieciątko. Choroba odebrała jej wszystko, co najpiękniejsze i najcenniejsze - Życie, dając tym samym Życie nowemu małemu człowiekowi...Liliance...

Po tej historii pogłębiałam wiedzę na temat białaczki i teraz już wiem, że tę chorobę leczy się coraz częściej z powodzeniem, a szanse na powrót do zdrowia ma bardzo wielu pacjentów. Jedną z metod leczenia tej pustoszejącej organizm choroby jest przeszczep komórek macierzystych od dawcy niespokrewnionego. Wszyscy, którzy opisujemy tu swoje historie z przeszczepu zdecydowaliśmy się na zostanie dawcą, a ja osobiście uważam, że jest to jedna z najbardziej trafionych decyzji w moim życiu! Jestem z tego ogromnie dumna! Nie wstydzę się o tym mówić głośno, ponieważ uważam, że rozpowszechnianie tej idei daje kolejnym ludziom szansę na normalne życie.

Zarejestrowałam się rok temu w listopadzie, a już w lipcu zadzwonił do mnie Pan Andrzej Zaczek z informacją, że mogę zostać potencjalnym dawcą. Zapytał, czy podtrzymuję zgodę na oddanie szpiku. Bez najmniejszego zawahania zgodziłam się.

Myśli błądziły, emocje narastały, niedowierzanie, radość. Nie było godziny w ciągu kilku następnych dni bym o tym nie myślała. Cieszyłam się, że mam szansę komuś pomóc, dać nadzieję na lepsze jutro. To było jak szczęśliwy los w totka, którego nigdy nie trafiłam, ale myślę, że samopoczucie wygranej jest do niego porównywalne.

Zaczęła się procedura. Wstępne badania krwi i długie czekanie w niepewności na wynik. Byłam strasznie zniecierpliwiona oczekiwaniem na informację. Po miesiącu zadzwoniła do mnie Pani Magda Wilk z informacją, że JEST ZGODNOŚĆ i pytaniem, czy nadal jestem gotowa na to, by zostać dawcą. Ogromna radość i niesamowita ulga, że wszystko się zgadza. Nie miałam żadnych wątpliwości, co do odpowiedzi na zadane mi pytanie o podtrzymaniu mojej decyzji zostania dawcą. Może tylko jedna mała przewinęła mi się przez głowę, a mianowicie to, jak będzie wyglądała narkoza w czasie zabiegu, bo nigdy wcześniej nie byłam pod jej wpływem. Ot zwykła ludzka obawa przed nieznanym.

Następnie wyznaczono termin szczegółowych badań w Instytucie Onkologii w Gliwicach. Wszystko poszło sprawnie i szybko. Badania potwierdziły stu procentową zgodność. Zgłosiłam się do szpitala w wyznaczonym terminie, a następnego dnia wykonano zabieg pobrania komórek macierzystych z talerza kości biodrowej. Wszystko zakończyło się pomyślnie. Pobrany mi szpik w tym samym dniu wysłano samolotem do Włoch, gdzie czekała na niego Ona, moja bliźniaczka genetyczna, siostra.

Cała ta sytuacja jest dla mnie niesamowita. Duma, radość i świadomość, że jakaś cząstka mnie pozostanie u mojej bliźniaczki genetycznej, w kraju, do którego od wielu lat mam sentyment. Wierzę głęboko, że wszystko się uda i Kobieta, która dostała ode mnie ten magiczny prezent powróci do zdrowia i będzie cieszyć się życiem na nowo. Ona, rodzina i jej przyjaciele. Trzymam mocno kciuki.

Bardzo pragnę podziękować pracownikom Fundacji DKMS za opiekę i organizację, szczególnie Panu Andrzejowi i Pani Magdzie, że mogłam ich usłyszeć w takich okolicznościach i z tak dobrymi informacjami. Fajnie, że jesteście.

Szczególnie dziękuję całemu zespołowi pielęgniarskiemu, doktorom i profesorom Instytutu Onkologii w Gliwicach, którzy dbali o to, by wszystko przebiegało w miłej i sympatycznej atmosferze, a przede wszystkim chcę podziękować za niespotykaną pogodę ducha i nieustanny uśmiech na twarzy Pani dr Patrycji Mensah-Glanowskiej, która cały czas rozwiewała wszelkie moje wątpliwości związane z przebiegiem zabiegu.

Pragnę również podziękować mojemu mężowi, który mimo czasochłonnej pracy zajmował się dzieciakami i mamie, której pomoc w domu i przy Kochanych Naszych Szkrabach w trakcie mojej nieobecności okazała się bezcenna.

Po prostu... Dziękuję.