Anna Ochmińska

23 Luty 2014

Jakiś czas temu miałam zaszczyt zostać dawcą. Chciałabym powiedzieć w skrócie jak wszystko przebiegało oraz jakie były moje odczucia. Jako potencjalny dawca zarejestrowałam się na około rok przed otrzymaniem wiadomości, że znaleziono dla mnie bliźniaka genetycznego.

Rejestrując się myślałam "jakby to było gdybym" miała okazję komuś w ten sposób pomóc. Nie sądziłam jednak, że któregoś dnia faktycznie od mojego TAK będzie zależało tak wiele.

Telefon z Fundacji DKMS był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. W pierwszej chwili tak naprawdę nie do końca wierzyłam w to co mówi rozmówca. Gdy usłyszałam pytanie, czy podtrzymuję swoją decyzję o zostaniu dawcą, automatycznie odpowiedziałam TAK. Była to jednak w gruncie rzeczy całkowicie świadoma odpowiedź, której w żadnym wypadku nie żałuję.

Po jakimś czasie dostałam kolejny telefon, po którym stawiłam się na badania kontrolne. A od badań do pobrania rzut beretem. Wybrano dla mnie metodę pobrania komórek macierzystych z krwi obwodowej. Oczywiście towarzyszył mi strach, nie przed samym "zabiegiem", ale przed czymś nowym. Cały czas jednak miałam świadomość, że przy naprawdę znikomym wkładzie własnym pomagam drugiej osobie w walce o życie. Dodatkowo Fundacja zadbała dosłownie o wszystko, by oszczędzić mi "zachodu". Personel w Szpitalu także był niezastąpiony. Można powiedzieć, że dbali o mnie jak o własne dziecko.

Było to jedno z najwspanialszych doświadczeń w moim życiu. Niesamowite jest to jak łatwo można pomóc człowiekowi w (myślę) najcięższych dla niego chwilach.
Chciałabym, aby moja oraz historie innych dawców zachęciły jak najszersze grono ludzi do rejestracji, a zarejestrowanych jeszcze bardziej utwierdziły w ich decyzji.

To nic nie kosztuje, a daje niewyobrażalnie wiele.