Anna Pałubska

25 Kwiecień 2018

Pierwszy raz wpadłam na stronę Fundacji DKMS, gdy miałam 16 lat. Zaciekawiona zaczęłam czytać post, który był najświeższy. Było w nim opisane o poświęceniu matki dla swojego nienarodzonego dziecka i o walce, którą stoczyła ta kobieta z BIAŁACZKĄ, bez chemioterapii i innych terapii, które zatrzymują, bądź tylko hamują tą chorobę. Kobieta ta naraziła swoje życie, dla swojego dziecka, żeby mogło się urodzić. Po porodzie kobieta ta, była w ciężkim stanie. Chemioterapia już nie pomagała i dlatego Fundacja DKMS szukała zgodnego dawcy dla Niej.

 

To ta historia spowodowała, że po ukończeniu 18 lat, zarejestrowałam się jako potencjalny dawca szpiku. Wiele o tym czytałam i wiedziałam jakie są metody pobrania. Pod koniec 2017 roku zadzwoniła do mnie przedstawicielka Fundacji DKMS i poinformowała mnie, że jest pacjent, który jest chory na białaczkę oraz że jesteśmy zgodni genetycznie. Byłam bardzo zaskoczona tą wiadomością. Byłam przekonana, że będę czekała wiele lat na to, żeby komuś pomóc oddając cząstkę siebie, a to stało się tak szybko. Pani z fundacji długo ze mną rozmawiała, wytłumaczyła mi jak przebiegają obie metody pobrania. Później zapytała się, czy zgadzam się na obie metody pobrania, oczywiście zgodziłam się. Później wszystko potoczyło się bardzo szybko.

 

Lekarze wybrali metodę pobrania szpiku kostnego z talerza kości biodrowej oraz termin pobrania został ustalony na marzec. Dużo czytałam o tej metodzie. Byłam przygotowana na lekki ból i na inne objawy związane z utratą pewnej ilości szpiku kostnego. Po zabiegu trochę mnie bolało, ale to normalne bo wszystko było ,,świeże” mówiąc potocznie. W tym samym dniu, w którym miałam zabieg, zadzwonili do mnie z trzema informacjami na temat mojego brata genetycznego. Byłam bardzo szczęśliwa, że mogłam mu pomóc.

 

Po wyjściu z kliniki na drugi dzień po zabiegu, dość aktywnie spędziłam dzień na zwiedzaniu miasta w którym odbyło się pobranie szpiku kostnego. Nie powiem, że wcale nie bolało, bo bym skłamała. Ból był delikatny, nie męczyły mnie żadne zawroty głowy ani nic podobnego. Teraz cztery tygodnie po oddaniu szpiku czuję się świetnie, nic mnie nie boli, mam tylko dwie małe rany, które prawie już się zagoiły. Nam nadzieję że mój szpik kostny, który przebył bardzo daleką podróż przyjął się i mój braciszek powoli wraca do zdrowia. Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze i nie będzie on musiał dalej cierpieć i walczyć z tą okropną i bezlitosną chorobą. Jeśli okaże się, że jeszcze raz będę poproszona o oddanie ponownie szpiku kostnego, zrobię to bez żadnego zastanowienia, dlatego że to może pomóc i uratować życie drugiej osobie.

ZACHĘCAM WSZYSTKICH DO ZAREJESTROWANIA SIĘ JAKO POTENCJALNY DAWCA SZPIKU! ZAJMUJE TO BARDZO MAŁO CZASU, A MOŻE SIĘ OKAZAĆ, ŻE KTOŚ CZEKA WŁAŚNIE NA TWOJĄ POMOC, NA TO, ŻE DASZ Z SIEBIE ODROBINĘ TEGO, CO POMOŻE WYLECZYĆ TĄ NIEPRZEWIDYWALNĄ CHOROBĘ KRWI, KTÓRA TAK WIELE ISTNIEŃ JUŻ ZABRAŁA.