Arkadiusz Hamerla

10 Wrzesień 2014

Niesamowitym cudem jest móc żyć. Ja teraz żyję ze świadomością, że cząstka mnie uratowała drugiego człowieka… I może to dziwnie zabrzmi, ale czuję, jakbym miał brata bliźniaka, w dodatku Polaka.

Ponad rok temu wziąłem udział w Koszalińskiej akcji zrealizowanej przez Fundację DKMS. Namówił mnie kolega, z którym znam się 8 lat. Oczywiście o całej „akcji” zapomniałem, bo myślałem, że jestem raczej „pospolity”. Ale odbierając telefon z Fundacji z informacją o możliwości, że zostanę dawcą, nogi się ugięły. To uczucie towarzyszyło mi do samego końca. To niesamowite.

Cała procedura była przygotowana z dbałością o szczegóły, nawet najmniejsze. Absolutnie o nic nie musiałem się martwić. Miałem nawet przez moment wrażenie, że Warszawa przeniosła się do Koszalina (z Warszawy otrzymywałem telefony). Śmiało mogę powiedzieć, że Fundacja DKMS nie dość, że wszystko rewelacyjnie zorganizowała, to jeszcze zatrudnia dwóch wspaniałych ludzi jako tłumaczy. Dziękuje Maćkowi i Henrykowi Luchowskiemu za absolutnie cudowne chwile.

Pewnie najbardziej interesuje Państwa sam moment pobrania komórek macierzystych. Było naprawdę „spokojnie”. To nie boli! Nic nie czuć. Ja nie odczułem tego prawie w ogóle. Dlatego przy tej okazji, że mogę, chciałem zaapelować do Państwa o rejestrację w Fundacji DKMS. Zajmuje to chwilę. Zawsze mówię sobie tak: gdyby Tomek mnie nie namówił, to pewnie bym nie poszedł. Gdybym tego nie zrobił, ta osoba być może do dziś szukałaby dawcy, lub stałoby się nawet najgorsze – umarłaby. Ja nie odczułem zabiegu, nie mam żadnych skutków ubocznych. Dzięki temu ktoś może normalnie żyć. Życie ma się tylko jedno, a my nigdy nie wiemy, czy znajdziemy się kiedyś w sytuacji, gdy już nie lekarz, a zwykły człowiek będzie mógł uratować Nasze życie. Czy chcielibyśmy, aby się odwrócił?

W pamięci na długo zostanie mi całe to „przedsięwzięcie”. Na pewno zapamiętam to do końca życia.