Artur Grędziński

2 Marzec 2015

Pobieranie krwi od zawsze znaczyło dla mnie tyle co zaciśnięcie zębów i odwrócenie głowy w drugą stronę...

Jednak parę lat temu wraz z żoną podjęliśmy świadomą decyzję i zgłosiliśmy się do DKMS jako potencjalni dawcy szpiku. Oddaliśmy próbki, wypełniliśmy pakiety. Już wtedy napawała nas duma. Zrobiliśmy krok na przód nie dla siebie, lecz być może dla kogoś.

We wrześniu ubiegłego roku dostałem telefon, niezwyczajny telefon. Odnaleziono mojego bliźniaka genetycznego. Dopiero wtedy pojawiły się obawy. Zostałem ze wszystkim jeszcze raz zapoznany i ruszyły procedury przygotowawcze, a wraz z nimi wszystkie moje obawy zniknęły. Pojawiła się radość - radość z niesienia pomocy dla drugiego człowieka. Na początku lutego 2015r. odbyło się u mnie pobranie komórek macierzystych z krwi obwodowej. Żona cały czas mi towarzyszyła, a ja? Ja byłem niesamowicie dumny, szczęśliwy. Towarzyszących uczuć nie da się opisać słowami. Gdyby taka sytuacja zdarzyła się jeszcze raz, ani chwili bym się nie zawahał. Mnie to nic nie kosztowało, biorca dostał coś bezcennego - ŻYCIE.

Już 3 dni po pobraniu komórek, wróciłem do normalnego trybu życia. Bez przeszkód mogłem biegać oraz jeździć na rowerze. To kolejny dowód na to, że bycie dawcą szpiku nie utrudnia nam życia.

Zachęcam wszystkich do zgłoszenia się do DKMS-u. Każdy może stać się bohaterem. Ja stałem się nim sam dla siebie.