Artur Płaczek

15 Styczeń 2014

Moja historia zaczęła się na początku 2012 roku, o fundacji dowiedziałem się przypadkowo oglądając reklamę w telewizji. Wtedy też odwiedziłem stronę DKMSu, gdzie przeczytałem wszystkie informacje na temat metod pobrania szpiku (komórek macierzystych), które są tam szczegółowo opisane. Następnie nie pozostało mi już nic więcej jak tylko zarejestrować się w bazie. Po nie długim czasie przysłano mi pałeczki do wykonania wymazu śliny, które po kilku dniach odesłałem. Po tym wszystkim pozostało mi tylko czekać…

Po koniec stycznia 2013r. zadzwoniła do mnie pani Małgorzata Klein z informacją, że jest ktoś kto potrzebuje mojej pomocy i któremu mogę uratować życie.

Bardzo się wtedy ucieszyłem. Trudno było mi uwierzyć w to, że mam szanse komuś pomóc.

Pani Małgorzata wytłumaczyła mi wszystko bardzo szczegółowo, udzieliła odpowiedzi na wszelkie pytania. Następnie umówiła mnie na pobranie krwi do szpitala w moim mieście w celu wykonania szczegółowych badań. Następnie na początku marca 2013r. otrzymałem informację od pani Iwony Tomanek, że mam pełną zgodność z chorym i kolejne badania czekają mnie w klinice w Dreźnie. Dwa tygodnie później byłem już na miejscu, gdzie po raz kolejny przeprowadzono szczegółowe badania, w których towarzyszył mi pan Henryk Luchowski. Po kilku dniach otrzymałem wiadomość , że badania w klinice zakończyły się pozytywnie, lekarze nie widzieli żadnych przeciwskazań, bym mógł oddać komórki, dlatego po niedługim czasie zacząłem przyjmować Granocyte. Zastrzyki podawane były w brzuch, były zupełnie bezbolesne.

W końcu nadszedł dzień pobrania. Był to mroźny kwietniowy poranek, godz. 8.00, wtedy to zostałem podłączony do maszyny. Widziałem jak komórki gromadzą się w woreczku i trudno było mi uwierzyć, że tylko tyle wystarczy zrobić, by pomóc komuś choremu na białaczkę. Po upływie ok. 4 godzin udało się uzbierać wystarczającej ilości komórek. Czas ten upłynął mi bardzo szybko przy filmie, w towarzystwie mojej żony Anny i córki Zuzi oraz tłumacza pana Macieja Luchowskiego, który pomagał w komunikacji z rewelacyjnym personelem kliniki. Samo pobranie jest bezbolesne i od razu po nim wychodzi się z kliniki.

Po wszystkim odczuwam ogromną radość, ponieważ jakaś osoba dzięki mnie żyje. Mając okazję chciałbym zachęcić wszystkich do oddawania szpiku, bo ta myśl, że ktoś dzięki mnie ma szanse na „nowe” życie, że jakaś rodzina nie traci bliskiej osoby jest bardzo budujące. Każdy z nas mógłby znaleźć się na miejscu tego chorego, a wtedy liczyli byśmy na to, że znajdzie się dawca.

Biorcą okazał się 50 letni mężczyzna z USA, czyjś mąż, ojciec, a może i dziadek ;) Cieszę się niesamowicie, że dzięki cząstce mnie będzie żył.

Chciałbym podziękować panią Małgorzacie Klein, Iwonie Tomaniak, która wspaniale opiekowała się mną. Nie mogę też tu zapomnieć o panu Macieju Luchowskim i Henryku Luchowskim, którzy towarzyszyli mi podczas badań w Dreźnie i przy samym pobraniu oraz wszystkim ludziom, którzy przyczynili się do pobrania komórek, a biorcy życzę szybkiego powrotu do zdrowia!!!