Damian Mierzejewski

15 Styczeń 2014

Moja historia skierowana jest do wszystkich, którzy jeszcze nie zarejestrowali się w Bazie Komórek Macierzystych Fundacji DKMS. Uwierzcie, że ratując życie drugiemu człowiekowi, możecie przeżyć jedną z najwspanialszych chwil w swoim życiu. Ale od początku!

W październiku ubiegłego roku moja dziewczyna opowiedziała mi o fundacji DKMS i namówiła mnie do zarejestrowania się w bazie – tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda. Po wypełnieniu wszystkich procedur (pałeczki itd.) niecierpliwie oczekiwałem na odpowiedź. Nie spodziewałem się jednak, że telefon od fundacji kiedykolwiek zadzwoni i będę miał możliwość oddania szpiku. A jednak…

Gdy zdążyłem już zapomnieć o całej sprawie, wyrywając mnie z szarej codzienności zadzwonił do mnie pan Andrzej Zaczek. Dowiedziałem się wówczas, że jednak można znaleźć igłę w stogu siana i mam bliźniaka genetycznego.

Po tej wiadomości wydarzenia potoczyły się lawinowo. Gdy podtrzymałem swoją gotowość do oddania szpiku kostnego, bardzo szybko i sprawnie zostałem skierowany na badanie krwi potwierdzające zgodność z moim bliźniakiem, a właściwie bliźniaczką genetyczną. Pozytywne wyniki badania krwi zakwalifikowały mnie jako dawcę i zostałem skierowany na dokładniejsze badania w warszawskim szpitalu uniwersyteckim przy ul. Banacha, gdzie również odbyło się pobranie. W tym miejscu obiecane, a zarazem szczere i serdeczne pozdrowienia oraz wielkie podziękowania dla wszystkich pracowników Oddziału Banku Komórek Macierzystych.

Okazało się, że jestem w pełni zdrów i nie ma żadnych przeciwwskazań do pobrania. Po dwóch tygodniach od badań przyszedł na to czas. W moim przypadku pobranie odbyło się z krwi obwodowej, które poprzedzone było przyjmowaniem przez pięć dni czynnika wzrostu komórek macierzystych (2 zastrzyki dziennie), podczas których miałem objawy lekkiego przeziębienia. Jeśli chodzi o pobranie to odbywało się w ciągu dwóch dni (pierwszego 4, a drugiego 3,2 godziny). Dzięki super personelowi, który profesjonalnie, a zarazem bardzo ludzko podchodził do całej sprawy, czas podczas pobrania upłynął bardzo szybko.

Po pobraniu dowiedziałem się, że zrobiłem wszystko co w mojej mocy, by pomóc pewnej Hiszpance, która bardzo jej potrzebowała. Obecnie z całych sił ściskamy kciuki, by przeszczep zakończył się sukcesem!!!

Przede wszystkim muszę podziękować sprawczyni całego pozytywnego „zamieszania”, bez której nie poczułbym, jak to jest móc uratować komuś życie… Dziękuję Kasiu, że byłaś zawsze obok, pomagałaś mi i wytrzymywałaś wszystkie moje humory.

Na koniec muszę dodać, że przez cały ten czas byłem pod świetną logistyczną opieką ze strony koordynatorów: Andrzeja Zaczka i Zuzanny Jastrzębskiej oraz obecnej koordynatorki, Agaty Zielińskiej. Mam nadzieję, że moja historia w jakimś stopniu zachęci kogoś do rejestracji na stronie fundacji.