Daniel Marzec

9 Czerwiec 2014

Witam, nazywam się Daniel. O fundacji DKMS dowiedziałem się od przyjaciółki mojej żony, pewnego razu powiedziała nam, że w hipermarkecie nie daleko od nas będą przedstawiciele fundacji, gdzie można się zarejestrować jako potencjalny dawca.

Pomyślałem dlaczego nie… Nic mnie to nie kosztuje, rejestracja trwa dosłownie kilka chwil, więc bez długiego myślenia poszedłem do placówki i się zarejestrowałem razem z żoną. Wiedziałem, że nic nie tracę, a może dam komuś innemu drugą szansę na zdrowe, normalne życie. Słyszałem, że znajomi, którzy też się zarejestrowali bardzo długo już czekają.

Po rejestracji kilka miesięcy ciszy ze strony fundacji i nagle telefon. Odbieram, słyszę w słuchawce, że dzwoni pan z fundacji i aż ciarki mnie przeszły. Dowiaduję się, że jest osoba, której mogę pomóc i czy jestem gotów. Jestem w szoku, że tak szybko się odezwali… Oczywiście bez zastanowienia odpowiedziałem tak, ale co mam robić dalej? Bardzo się ucieszyłem, że tak szybko jest okazja komuś pomóc. Zostałem skierowany na badania wstępne. Wszystko wyszło pozytywnie potwierdzona została możliwość bycia dawcą.

Byłem bardzo szczęśliwy. Potem w krótkim czasie kolejne procedury badań oceniających mój stan zdrowia, wszystko wyszło jak powinno i nadszedł dzień oddania komórek. Bardzo się cieszyłem, że mogę zrobić coś takiego bezinteresownie.

Dzień po pobraniu komórek zadzwonił tak upragniony telefon z fundacji z informacją o 15 letnim chłopcu, dla którego były potrzebne moje komórki. Bardzo się ucieszyłem, że pomogłem tak młodemu człowiekowi i teraz mam nadzieję, że chłopak wyzdrowieje i będzie się cieszył dzieciństwem tak jak na dziecko przystało.