Darek Krysztofowicz

10 Wrzesień 2014

Moja historia dawcy rozpoczęła się we wrześniu 2013 r. podczas akcji w jednym w hipermarketów w Gorzowie Wlkp., będąc na zakupach pomyślałem, że jednak warto się zarejestrować, bo dla mnie to tylko chwilka, a dla kogoś innego coś BARDZO WAŻNEGO. Rejestrując się jednak nie myślałem, że sprawa nabierze takiego tempa, bo już w czerwcu 2014 r. zadzwonił do mnie telefon z informacją, że znalazł się potencjalny biorca - "mój brat bliźniak genetyczny". Padło pytanie czy nadal podtrzymuję decyzję o pozostaniu dawcą. Odpowiedź nie mogła brzmieć inaczej jak tylko "TAK", bo przecież jeżeli można komuś pomóc robiąc tak naprawdę niewiele, to nie wyobrażałem sobie, że mogłem postąpić inaczej. Dalej sprawy potoczyły się w ekspresowym tempie: najpierw badania w moim ośrodku zdrowia, wyniki przyszły po 3 tygodniach, następnie badania w klinice w Poznaniu, po których okazało się, że jednak muszę przejść na "małą dietkę", by poprawić wynik. Wziąłem się więc "do roboty" i już po tygodniu efekty w poprawie wyników pozwoliły Pani Doktor zakwalifikować mnie jako Dawcę (wiedziałem, że muszę poprawić wynik, bo naprawdę "KTOŚ" na to bardzo czekał, a ja nie mogłem zawieść).

Pobór komórek macierzystych zaplanowano na połowę sierpnia metodą pobrania z krwi obwodowej, które poprzedziło przyjmowanie czynnika wzrostu. Efektem zastrzyków u mnie okazał się ból głowy i mięśni, ale tabletki przeciwbólowe podziałały natychmiastowo. O 8 rano byłem już w klinice w Poznaniu, najpierw mały pobór krwi, następnie rozpoczęła się procedura poboru. Po godzince okazało sie jednak, że moje żyły są zbyt cienkie i lekarze zaproponowali metodę "centralnego wkłucia". Zdecydowałem się na nią bez wahania, bo naprawdę była bezbolesna i już po 30 minutach znów podłączono mnie do aparatury i nastąpił ponowny pobór komórek. Po 4 godz. zakończył się proces poboru i musiałem zaczekać tylko na informację czy nazbierała się wystarczająca ilość komórek. Okazało się, że ilość komórek jest wystarczająca i po zdjęciu wkłucia mogę wrócić do hotelu. Na drugi dzień otrzymałem informację z Fundacji, kto jest biorcą moich komórek macierzystych (wiek, płeć, kraj pochodzenia). Łzy wzruszenia same napłynęły mi do oczu, bo robiąc tak niewiele może podarować komuś szansę na życie. Teraz ściskam mocno kciuki i powtarzam "TRZYMAJ SIĘ BRACIE".

Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do całego procesu pobrania, a mianowicie: Fundacji DKMS, a zwłaszcza Pani Katarzynie Niedzielskiej za wspaniałe prowadzenie mojej akcji, za odpowiedź na każde pytanie, wszelkie rady. Dziękuję również wszystkim pielęgniarkom i lekarzom, zwłaszcza Pani Doktor Magdalenie Matuszak z Klinki w Poznaniu za przemiłą atmosferę, dzięki której badania i pobór komórek okazał się tak sympatyczną chwilą. Wielkie podziękowania także mojej narzeczonej (teraz już żonie) za to, że była ze mną i zawsze mogę na nią liczyć. W dniu 23.08.2014 r. zawarłem związek małżeński, a oddanie części siebie było dla mnie najlepszym prezent. Dla mnie jak i dla "MOJEGO BRATA" rozpoczęła się "nowa droga życia."

Pragnę zachęcić Wszystkich do zarejestrowania się jako potencjalny dawca komórek macierzystych, bo tak naprawdę niewiele trzeba zrobić, żeby kogoś NOWA DROGA ŻYCIA rozpoczęła się na nowo i dała nadzieję na lepsze jutro.