Artur Matusiak

21 Sierpień 2017

To już prawie rok kiedy miałem zaszczyt być Dawcą, więc postanowiłem podzielić się swoją historią.

Historię z Fundacją DKMS chcę opisać nie dla laików, lecz chcę przełamać mity i wszelkie wątpliwości związane z zabiegiem przeszczepu komórek macierzystych. Zarejestrowałem się na Dniach Sosnowca w 2013 roku, gdzie Fundacja DKMS przeprowadzała akcję rejestracji potencjalnych dawców komórek macierzystych.

Z początkiem bieżącego roku coś mi podpowiedziało, abym wszedł na stronę fundacji i zaktualizował swoje dane i teraz wiem, że to była intuicja.

Podczas majowej rodzinnej wycieczki po Warszawie zadzwonił telefon, którego nie zamierzałem odbierać, bo przecież byłem z rodziną na urlopie. Ale po raz kolejny zadziałała intuicja, że to może być COŚ bardzo ważnego. I nie myliłem się - zadzwoniono do mnie z Fundacji DKMS z zapytaniem, czy podtrzymuję swoją decyzję o podzieleniu się darem życia z bratem genetycznie spokrewnionym, który choruje na białaczkę i potrzebuje mojej pomocy. Emocje sięgnęły zenitu i oczywiście bez wahania odpowiedziałem TAK! I co mogę zrobić? Przedstawicielka DKMS poinformowała mnie, że wszystkie wiadomości prześlą mi na e-maila, a następnie skontaktują się ze mną celem szczegółowego zapoznania z całą procedurą.

I ruszyła maszyna przygotowań: wstępne badania, powtórne potwierdzenie zgodności, a po tygodniu znowu pozytywna wiadomość, że mogę zostać Dawcą i zaproszenie na szczegółowe badania do kliniki pobrania, gdzie już ustalono konkretną datę pobrania. Przed zabiegiem dostałem również zastrzyki z czynnikiem wzrostu komórek macierzystych, które aplikowałem sobie dwa razy dziennie przez cztery dni. Na pobranie materiału stawiłem się w wyznaczonym szpitalu.

Samo pobranie z krwi obwodowej jest bezbolesne, a cała procedura trwała około 6 godzin. Leżałem sobie w wygodnym fotelu w towarzystwie przesympatycznego personelu, który nawet przez minutę nie pozwolił mi się nudzić.

Przez cały ten czas personel tłumaczył co robią i co w danej chwili się dzieje. Niestety moje pobranie nie zakończyło się na jednym dniu, ponieważ mój organizm nie naprodukował wystarczającej ilości materiału potrzebnego do przeszczepu, więc kolejnego dnia stawiłem się na pobranie reszty komórek, co oczywiście trwało o wiele krócej.

Po udanym zabiegu i słowach DZIEKUJEMY ZA PODZIELENIE SIE DAREM ŻYCIA dowiedziałem się, że moje komórki macierzyste pojechały do mężczyzny z Niemiec o kilka lat starszego ode mnie. Trzymam mocno kciuki za mojego brata genetycznego i z niecierpliwością czekam na wiadomość, że wszystko się udało i że biorca wraca do zdrowia, czego oczywiście życzę mu z całego serca!!!

Mam nadzieję, że moja historia zachęci innych do oddawania komórek macierzystych, bo to naprawdę nic wielkiego i tak małym nakładem z naszej strony można komuś uratować życie!!! Pragnę z tego miejsca podziękować wszystkim z Fundacji DKMS, całemu zespołowi z kliniki pobrania za profesjonalizm, miłe słowa i niesamowitą opiekę na każdym etapie zabiegu.