Jacek Jakubowski

20 Luty 2017

Od dawna jestem zainteresowany tematyką ratownictwa. Krew staram się oddawać regularnie, zawsze noszę ze sobą apteczkę, a 2 lata temu moja firma współpracowała z DKMS-em i zostałem poproszony o zostanie wolontariuszem, na co po krótkim namyśle się zgodziłem.

Inicjatywa od razu do mnie przemówiła, a profesjonalne informacje o całym procederze zachęciły do zarejestrowania się również jako potencjalny dawca. Po 1,5 roku dostałem maila, w którego tytule było napisane "Proszę o pilny kontakt". Maila dostałem koło 15, odczytałem po ok. 10 minutach, po 15 minutach pojawił się sygnał u mnie w telefonie - ktoś, gdzieś może potrzebować mojej pomocy i mam szansę tej osobie pomóc. Do końca dnia w pracy nie zrobiłem już nic. Rozpoczęła się procedura. Czego się bałem najbardziej? Że jak mnie gruntownie przebadają w klinice to wyjdę z niej chory :) Jednak wszystko było w porządku i koniec końców rozpoczęła się ostatnia prosta - przyjmowanie czynnika wzrostu i pobranie komórek macierzystych. Chwila lekkiego dyskomfortu i wszystko się zakończyło - sukces, ktoś dostał szansę na życie. Przez cały czas DKMS i klinika byli niesamowicie profesjonalni, a często po prostu mili, czułem się jak w przysłowiowej "Leśnej Górze". Cieszę się, że mogłem w tym wszystkim uczestniczyć, a perspektywa tego, że dzięki moim chęciom ktoś otrzymał szansę daje niesamowitą radość!