Katarzyna Olejnik

28 Marzec 2017

Zawsze intuicyjnie wiedziałam, że jestem na tym świecie po coś jeszcze, po coś więcej i jeśli mogę to muszę się tym podzielić. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co to dokładnie jest, ale rok temu wszystko stało się jasne.

W bazie DKMS jestem od marca 2015 roku. Do rejestracji podchodziłam trzykrotnie. Dwa razy spanikowałam.... zamiast dowiedzieć się jak pobranie jest lekarstwem dla chorych na białaczkę, to sugerowałam się stereotypowym podejściem o pobraniu szpiku. Długi pobyt w szpitalu, narkoza i wielka igła w kręgosłup, potem okropny ból i złe samopoczucie. Nic bardziej mylnego, jedyne co jest prawdziwe to narkoza, choć też nie zawsze. Jednak za trzecim razem w końcu zamówiłam pakiet rejestracyjny przez Internet, wysłałam próbki, formularz i jestem. Jak się okazało - bardzo dobrze, że się zdecydowałam.

Po roku od rejestracji otrzymałam telefon z Fundacji, że Ktoś czeka na moją pomoc. AAAAAAAAAAAAA!

Pamiętam ten dzień jak dziś, tą mieszankę emocji, od euforii, że pomogę przez strach czy, aby na pewno jestem zdrowa, aż po smutek, że jest osoba, która cierpi ...

Po telefonie musiałam iść do przychodni w mojej miejscowości na pobranie krwi, ponowne sprawdzenie czy zgadzamy się z Biorcą. Na szczęście okazało się, że tak. Otrzymałam wszystkie informacje o badaniach wstępnych, które muszą odbyć się w Klinice pobrania. Dokładny opis procedur, informacje o hotelu, o metodzie pobrania... wtedy do mnie powoli docierało, że to wszystko dzieje się naprawdę, że muszę o siebie dbać, aby pomóc. To ogromna odpowiedzialność z mojej strony i bardzo ciężki czas dla Biorcy, który jest przygotowywany do przeszczepu. Na badanie wstępne musiałam się zgłosić 3 tyg. przed wyznaczoną datą pobrania. Zostałam przebadana od A do Z. Na koniec miałam spotkanie z lekarzem prowadzącym oraz pielęgniarką. Lekarz potwierdził, że pobranie odbędzie się metodą separacji. Dostałam rozpiskę oraz instrukcję jak podawać sobie zastrzyki z czynnikiem wzrostu, które musiałam przyjmować na 4 dni przed pobraniem. Miałam lekkie obawy, ale na szczęście było to banalne do wykonania. Czułam się dobrze, mogłam normalnie funkcjonować. Dokuczał mi jedynie ból pleców i nóg.

W hotelu musiałam być dzień przed pobraniem, aby odpoczywać i zbierać siły. Rano zrobiłam ostatni zastrzyk, po którym można było jechać do szpitala i walczyć dla Bliźniaka. Wszyscy czekali jak na jakąś ważną osobistość, całkiem przyjemne uczucie :) Panie pielęgniarki, które opiekowały się mną podczas pobrania służyły niezmiennie przez 4 godziny uśmiechem i pomocą. Pobranie polegało głównie na .... siedzeniu i cierpliwości. Na szczęście cały czas towarzyszył mi mój ukochany, który podtrzymywał mnie na duchu :) Byłam podłączona do maszyny, która pobierała krew, wirowała i odseparowywała komórki macierzyste - "komórki życia". Krew była pobierana z żyły prawej ręki i po całym procesie wracała lewą. Pobranie trzeba było powtórzyć kolejnego dnia, ponieważ komórek było za mało... lekko podłamana wróciłam do hotelu, jednak z pełnym przekonaniem, że muszę pomóc i się uda! Nie mogę zawieść tej drugiej osoby, która czeka i liczy na mnie. Bliźniaku, cały czas o Tobie myślałam i martwiłam się o Ciebie :) Na szczęście drugiego dnia zebrano wystarczającą liczbę komórek!

Kiedy usłyszałam "udało się" to emocje puściły, nie mogłam powstrzymać łez. Poczułam taką ulgę, że godziny się opłaciły i Ktoś dostanie szansę na wyzdrowienie.

Po pobraniu dostałam telefon, że moim Biorcą jest kobieta z Polski w średnim wieku... znów pojawiły się łzy wzruszenia i myśl, że przecież to mogłaby być moja mama. Pierwszą informację o stanie zdrowia dostałam 5 miesięcy po pobraniu - Biorca ŻYJE!!! Czuję się dobrze, wraca do siebie, komórki macierzyste przedostały się do szpiku kostnego. Poczułam się wtedy najlepiej na świecie. Wiele osób mówiło mi, że podziwia za takie poświęcenie i to co zrobiłam dla zupełnie obcej osoby. Jednak czym dla mnie było te kilka godzin dyskomfortu w porównaniu z wszystkim przez co musi przechodzić osoba chora... Gdybym miała drugi raz zdecydować się na oddanie szpiku bez wahania powiedziałabym tak! Tak naprawdę dopiero teraz, kiedy kilka dni temu otrzymałam kartkę z podziękowaniami od mojego Bliźniaka dotarło do mnie, że naprawdę się udało. Uczucia, które temu towarzyszą są nie do opisania. Cały czas trzymam kciuki i myślę o Tobie moja kochana Biorczyni.

Chciałabym ogromnie podziękować całej Fundacji DKMS za profesjonalizm, stały kontakt i odpowiedź na każde pytanie. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam personel szpitala. Dziękuję także moim bliskim za wsparcie i trzymanie kciuków.