Rafał Świerczyna

25 Sierpień 2017

Kim jestem? Czym się zajmuję i w jaki sposób zostałem Dawcą szpiku?

Jestem młodym chłopakiem z wieloma pomysłami na życie, który nie boi się nowych doświadczeń i wyzwań. Nie będę dużo mówił o sobie ponieważ moja osoba nie jest tu ważna, a jedynie przyczyniła się do ogromnie ciężkiej walki o życie osoby chorej na potworną i niesprawiedliwą chorobę.....

Kiedy dowiedziałem się o Fundacji DKMS?

Szczere mówiąc sam już dobrze nie pamiętam. Wiem jedynie kiedy zarejestrowałem się do bazy potencjalnych dawców. Jakoś trochę ponad dwa lata temu po odesłaniu pakietu dawcy pomyślałem sobie, czy kiedykolwiek będę miał szansę na to by móc pomóc... Bałem się, bardzo bałem się tego, że jednak kiedyś znajdzie się mój bliźniak. Nieświadomość oraz strach przed nieznanym przewijały się przez moją głowę.

Minęło sporo czasu, bo na pewno około roku, aż tu nagle nadszedł ten dzień.

W styczniu tego roku zadzwonił do mnie Pan z Fundacji DKMS, który powiedział mi, że gdzieś na świecie żyje osoba będącą moim bliźniakiem genetycznym... Co wtedy poczułem? Wulkan energii, tysiąc myśli i sto pytań.

Pan z DKMS przedstawił mi kilka podstawowych informacji i przede wszystkim zapytał mnie czy dalej jestem zainteresowany tym, aby zostać potencjalnym dawcą szpiku. Mówię potencjalnym, ponieważ fakt iż dostaniemy pierwszy telefon nie oznacza tego, że od razu zostaniemy Dawcą, do tego momentu minie jeszcze sporo czasu. Ucieszyłem się i poczułem wyzwanie, strach minął mi po kilku chwilkach rozmowy. Rozmowa trwała kilkanaście minut, a Pan z DKMS pytał o mój stan zdrowia, przebyte choroby, alergie i ogólne samopoczucie.

Po tym jak dowiedziałem się wszystkiego co chciałem wiedzieć w tamtym momencie, pracownik DKMS zapytał mnie czy jestem w stanie zrobić badania krwi mające na celu sprawdzenie w stu procentach zgodności pomiędzy mną, a moim Biorcą. Bez zastanowienia zgodziłem się i właśnie w tym momencie uświadomiłem sobie, że cała machina ruszyła, a ja mam szansę na to by przyczynić się do odzyskania zdrowia chorego. Po kilku dniach oddałem krew do badań i czekałem na wyniki. Wyszły pozytywie i już wtedy nie było żadnych przeciwwskazań na to by zostać Dawcą.

Czekałem, czekałem i czekałem na wiadomość przez ponad trzy miesiące. W kwietniu bałem się, że nic już z tego nie wyjdzie, że to jednak nie ja będę mógł pomóc i będę musiał poczekać na nowego bliźniaka. Termin rezerwacji dla mojego Biorcy minął 14 kwietnia. Wtedy stan zdrowia tej osoby nie pozwalał na przeszczepienie. Moje modlitwy jednak zostały wysłuchane, bo pod koniec kwietnia Pan z DKMS zadzwonił do mnie ponownie. Zapytał się jak się czuję i czy dalej chciałbym pomóc. Serce zaczęło bić mi mocniej. Powiedział mi, że stan Biorcy poprawił się i nie ma przeciwwskazań na to, by odbyć szereg badań kwalifikujących mnie do oddania. Badania odbyły się w Warszawie. Dokładnie wszystko pamiętam jakby było to wczoraj. Emocje były wielkie. Prześwietlenia, pobrania krwi, dokładne rozmowy z lekarzem trwały kilka godzin. Niektóre badania takie jak USG brzucha nie należały do najprzyjemniejszych lecz w porównaniu do bólu jaki przechodzi chory na białaczkę to nic.

Okazałem się znakomitym przykładem zdrowego chłopaka i już wtedy wiedziałem, że zostanę Dawcą. Wtedy została jeszcze chwila.

Ogromnie miłe pielęgniarki z troską wszystko mi przedstawiły. Zobaczyłem salę pobrań i poczułem, że to szansa!!

Jedna z pielęgniarek podczas rozmowy przekazała mi specjalne zastrzyki, które trzeba aplikować sobie na pięć dni przed pobraniem szpiku. Wróciłem do domu po to by zacząć przygotowania. Za kolejne dwa tygodnie, gdy nic się nie zmieni, zostanę Dawcą.

Co wtedy czułem? Ten stan zrozumie jedynie osoba przeżywająca to samo. Podobno nie każdy może zostać Dawcą, a w bazie są takie osoby, które czekają po kilka lat i nic. Uświadomiłem sobie, że stosunkowo szybko zadzwonił mój telefon, a taka szansa może się już nigdy nie zdarzyć, więc na prawdę nie mam nic do stracenia, ponieważ to mnie zupełnie nic nie kosztuje.

Piąty dzień przed rozpoczął tak naprawdę cykl moich przygotowań. Nienawidzę igieł więc świadomość, że samodzielnie muszę dawać sobie zastrzyk w brzuch nie była przyjemna. Jednak po pierwszym razie okazało się, że to wcale nie boli i nie jest to straszne. Dużo wtedy czytałem o DKMS, oglądałem filmiki z pobrań oraz czytałem historie Dawców. Bardzo mnie to motywowało. W szpitalu powiedziano mi, że podczas przyjmowania czynnika wzrostu mogą wystąpić skutki uboczne przypominające grypę. Po trzecim dniu zacząłem się niepokoić, ponieważ zupełnie nic mi nie było. Nawet nie bolała mnie głowa i nie odczułem różnicy w stanie mojego samopoczucia. Wiele osób mówiło, że po przyjęciu zastrzyków czuli się źle... A ja? Kurcze czy coś robię nie tak? Już myślałem, że chyba robię źle te zastrzyki skoro nic mi nie jest.

W końcu nadszedł dzień wyjazdu do Warszawy. Czułem ekscytacje, nerwy i lekki strach przed tym co będzie- nieznane. W klinice pobrania musiałem być o 8:00. Na szczęście pociąg po dziesięciu godzinach dojechał z niewielkim opóźnieniem, dzięki czemu nie spóźniłem się na pobranie. Jechałem tak długo, ponieważ mieszkam nad morzem, a wybrana klinika była najlepsza pod względem dojazdu. Gdy zaczęły się moje przygotowania do zabiegu, opowiedziałem lekarzowi, że kompletne nie odczułem działania czynnika wzrostu, wtedy tak naprawdę powiedział mi, że to się zdarza i wydaje mu się, iż zabieg będzie trzeba powtórzyć kolejnego dnia rano.

Lekko się wystraszyłem lecz nie traciłem nadziei. Po godzinie 9:00 zostałem podłączony do maszyny, która filtrowała moją krew, przy tym oddzielając wyprodukowane komórki macierzyste.

Metoda z krwi obwodowej. Tak, to tym sposobem pobrano lek dla mojego Biorcy.

Cały zabieg trwa ponad 240 minut i przez ten czas jedynie leżysz. W sumie minęło to bardzo szybko. Cieszyłem się, ponieważ wszystko było dobrze, a mój silny organizm dał sobie radę i wyprodukował, ku zdziwieniu lekarzy i pielęgniarek towarzyszących mi podczas zabiegu, odpowiednią ilość komórek macierzystych. Nic mnie nie bolało. Najgorszym momentem była chwila wbicia dosyć grubych igieł w obie ręce, ale już po chwili gdy wszystko dobrze płynęło, zapomniałem o tym niemiłym uczuciu i modliłem się, aby mój szpik mógł pomóc. Od pierwszego momentu gdy dowiedziałem się, że na ziemi żyje mój bliźniak genetyczny, nie mogłem o nim przestać myśleć. Kim jest? Skąd pochodzi i czy kiedykolwiek będę w stanie go poznać? Niestety przepisy nie pozwalają na bezpośredni kontakt Dawcy z Biorcą chwilę po oddaniu. Gdy stan zdrowia Biorcy będzie dobry i wyrazi chęć nawiązania kontaktu, to dopiero po dwóch latach takie osoby mogą się spotkać. Bardzo dłuuuugo. Także mocno trzymam kciuki za mojego bliźniaka.

Dziś już wiem, że miałem okazję pomóc kobiecie w średnim wieku z Polski. Kim jest i czy będzie chciała mnie poznać tego jeszcze nie wiem, ale wiem dobrze, że jeśli zdarzy się okazja na spotkanie to bardzo będę chciał z niej skorzystać. Ogólnie nie mam rodzeństwa, ponieważ mojemu tacie nie udało się zostawić na ziemi większej ilości potomstwa poza mną. Gdy miałem roczek, zmarł na raka i wtedy nie znalazł się nikt, kto mógłby zostać Dawcą dla niego.

Mama wychowała mnie samotnie, choć często nie było nam łatwo, dała sobie radę i dziś to ja mogłem pomóc komuś, kto liczył na pomoc z mojej strony. Ciekawe czy mój bliźniak będzie chciał mnie poznać. Na pewno moja Biorczyni jest teraz bardzo słaba, dochodzi do siebie otoczona rodziną, która tak jak ja trzyma za nią kciuki. Za kilkanaście dni będę mógł zapytać się o pierwszą informację odnośnie stanu zdrowia mojego Biorcy. Mocno trzymam za nią kciuki.

Czy zrobiłbym to jeszcze raz? Taaak, na pewno nie wahałbym się przed niczym. Teraz gdy wiem już jak to wygląda, to tym bardziej. Nie czuję się żadnym bohaterem. Jestem po prostu sobą, osobą mogącą bezinteresownie pomóc. Taki dar nic nas nie kosztuje, a innym ratuje życie. Nie wolno być egoistą lub tchórzem. O naszych wartościach świadczy działanie, więc do przodu.

Zapomniałem dodać, że całkowity koszt badań, dojazdu, wyżywienia, noclegu i spraw organizacyjnych zwraca Fundacja DKMS, więc bez obaw, że będziemy musieli za wszystko płacić. W lipcu zrobiłem badania kontrolne miesiąc po pobraniu i tak jak przed pobraniem, dziś czuję się znakomicie i zupełnie nie odczułem jakiejkolwiek różnicy w moim zdrowiu, tym bardziej jestem ogromnie szczęśliwy i cieszę się z każdej wiadomości z DKMS.

Polecam wszystkim tym, którzy mają szansę zostać Dawcą, aby nie bali się i z uśmiechem na twarzy zdecydowali się pomóc. Pozdrawiam Rafał.