Edyta Wilk

8 Maj 2014

W grudniu 2013 roku w Wyższej Szkole w naszym mieście, przeprowadzana była akcja rejestracji potencjalnych dawców. Moja córka przyniosła z zerówki do domu ulotkę i zapytała:
- Mamo czy ty jesteś zarejestrowana?
- Nie.
- Dlaczego?

Właśnie, dlaczego? Czy coś stoi na przeszkodzie? Nie. Zarejestrowałam się. Dla dzieci. Po prostu by dać im przykład bezinteresowności. Pod koniec lutego z zamyślenia wyrwał mnie telefon z początkiem 22…
Co to? Kto to? Warszawa?
Baza Dawców Komórek Macierzystych. Dwa miesiące temu zgłosiłam się do bazy. Zapomniałam o tym. Trzeba szczęścia jak w totku, pomyślałam, by się okazało, że będę komuś pasować. Okazało się, że pasuję. W chwili emocji poryczałam się. Normalnie, po babsku.

Gdzieś dla kogoś stałam się iskierką nadziei. Ten ktoś o tym jeszcze nie wie. Genetyczny brat bliźniak lub siostra, dorosły albo dziecko. Jakiś bohater kurczowo trzyma się życia, oddycha resztkami sił i być może stanę się jego tlenem…

Trudno mi było poukładać myśli. Ludzie chwalą się metkami na ubraniach, super sprzętem, większym domem od sąsiada, autami… Ludzkie odruchy idą w zapomnienie. Zrozumienie dla sąsiadów czy pomoc nieznanym ci ludziom.
W tamtej chwili dotarło do mnie, że gdzieś na świecie jest ktoś, dla kogo jestem ostatnią deską ratunku. To niezwykłe uczucie. Poczułam się jak w chwili, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży

W kwietniu oddałam szpik. Wiecie, co mnie zadziwiło? Jak nieprawdopodobne historie na temat pobierania szpiku krążą po świecie. Ludzie nadal myślą, że jest to bolesne i niebezpieczne. Z kim mogłam to rozmawiałam na ten temat. Skutek - kilkoro sąsiadów też się zarejestrowało, kilkoro znajomych powiedziało: Skoro ty, to ja też. Czasami niektórzy potrzebują namacalnego przykładu, że oddanie szpiku nie boli. Cieszę się, że mogłam być tym przykładem. Wiem, że dzięki temu zarejestrowani moi znajomi, sąsiedzi i przyjaciele namawiają do tego innych. Im więcej zarejestrowanych, tym większe szanse dla jakiegoś bohatera...

Teraz wiem, że dziewczyna, której oddałam szpik jest w moim wieku. Bliźniaczka. Dotarło do mnie, że też może mieć męża, dzieci. Jest czyjąś córką.

Nasz szpik nie tylko choremu daje życie. Daję życie dla całej rodziny. Nasz szpik staje się przedłużeniem marzeń, oddechów i planów na przyszłość. Nasz szpik to paszport do zwykłego życia....

Za swoją bliźniaczkę trzymam kciuki. Myślę o niej teraz każdego dnia. Chciałabym ją potrzymać za rękę.

Nie mogę jej potrzymać za rękę, ale mogę innych namówić do rejestracji.

Białaczka nie patrzy na twój wiek, płeć, kolor włosów, oczu.
Białaczka nie zagląda ci do torebki i nie sprawdza jej metki. Nie zagląda do paszportu i nie sprawdza, z jakiego kraju jesteś. Białaczka nie patrzy na nic i nie ma schematu jej wędrowania po świecie. Może trafić też do ciebie. Może a nie musi. Skoro nie masz białaczki, jesteś zdrowym i szczęśliwym człowiekiem, to czy potrafisz podarować komuś 5 minut swojego życia? Wykonać bezinteresowny gest? Możesz?

Zrób to!
Przeżyjesz kilka magicznych chwil tak jak ja... Poczujesz jak to jest, gdy, stoisz przed przepaścią i zatrzymujesz kogoś lecącego w dół…