Grażyna Stasik

15 Grudzień 2014

Myślę, że moja historia nie jest wcale wyjątkowa, ale uważam, że warto podzielić się nią z innymi ludźmi, szczególnie z osobami, które zastanawiają się nad rejestracją w bazie. Dziś już wiem, że warto. Jednakże nigdy nie będę nikogo namawiać, ponieważ moim zdaniem musi być to decyzja podjęta bardzo świadomie, dojrzale, nie pod wpływem chwili czy nagłych impulsów.

U mnie wszystko działo się bardzo szybko. Chęć pomagania innym tkwiła we mnie już od bardzo dawna, ale dopiero po maturze, w maju 2014r., zgłosiłam się do Fundacji DKMS jako potencjalny dawca szpiku. Już kilka miesięcy później, we wrześniu, otrzymałam telefon, iż mam zgodność, z osobą, która potrzebuje mojej pomocy. Zapytano mnie wówczas, czy nadal jestem chętna, by oddać szpik. Odpowiedź była natychmiastowa –zgodziłam się.

Im bardziej zbliżał się termin zabiegu, tym bardziej się bałam. Oczywiście, w żadnym momencie nie chciałam się wycofać, ale nie będę ukrywać, że lęk towarzyszył mi do samego końca. To chyba naturalne, ludzkie… Wybrano dla mnie metodę pobrania szpiku z talerzy biodrowych. Spędziłam w szpitalu pięć dni. Na szczęście wszystko się udało. Kilka godzin po wybudzeniu zadzwoniono do mnie z DKMS-u, by zapytać o samopoczucie, ale także z informacją, iż mój szpik trafił do 32-letniej kobiety z Francji. To zrekompensowało mi wszystko, strach, ból.

Mam dopiero 19 lat, ale jestem pewna, że był to najpiękniejszy dzień w moim życiu. Świadomość, że ratuję czyjeś życie, jest nie do opisania. Tysiące emocji, uśmiech na twarzy i radość w sercu! Warto!