Jacek Łamacz

5 Marzec 2015

Mam na imię Jacek, mam 44 lata. Moja historia rozpoczęła się w październiku 2013 r. Szukano wtedy szpiku dla Cypriana Wielichowskiego. W liceum, do którego uczęszczał mój syn, organizowano akcję rejestracji do bazy DKMS oraz oddawanie krwi. W tym dniu zostałem honorowym dawcą krwi oraz potencjalnym dawcą szpiku. I w ponad rok po tym wydarzeniu, dostałem telefon i padło sakramentalne pytanie: „ Czy nadal podtrzymuje Pan gotowość bycia dawcą komórek macierzystych?” Bez zastanowienia odpowiedziałem: „TAK!” Poczułem ogromną radość i ekscytację.

Serce waliło mi, jak oszalałe. Tysiące myśli kłębiło się w głowie… SUPER! SUPER! SUPER!

Kilka dni po telefonie odbyło się pierwsze badanie. Wszystko było ok. Na kolejne miałem czekać ok. 3 miesięcy. Jednak po niecałym miesiącu telefon – biorca jest w bardzo ciężkim stanie, wszystko musi przebiegać w ekspresowym tempie! I tak właśnie było. Początkiem stycznia 2015 r. miałem wykonane kolejne badania, bardzo szczegółowe badania. Zaopatrzony w pudło zastrzyków, wróciłem do domu.

Po upływie dwóch tygodni, wiadomość – wszystko w porządku – MOGĘ BYĆ DAWCĄ!

Przez 5 dni zastrzyki, rano i wieczorem dawała mi żona. I w końcu nastał ten dzień. Pobudka, ostatni zastrzyk i w drogę. Towarzyszył mi mój brat Grzegorz, któremu bardzo dziękuję, że był ze mną i wspierał mnie.

Samo pobranie komórek trwało ok. 4 godziny, które spędziłem w wygodnym fotelu i oczywiście w przemiłym towarzystwie personelu medycznego (pozdrawiam p. Andżelikę i p. Agnieszkę).

Po pobraniu dostałem informacje o moim bliźniaku genetycznym. Okazał się nim mężczyzna z Polski. Życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia, trzymam kciuki i czekam z niecierpliwością na wiadomość o jego stanie zdrowia.

Na koniec chciałabym podziękować bardzo serdecznie koordynatorom Fundacji DKMS za wzorową organizację. Dziękuję również personelowi medycznemu Kliniki Hematologii i Nowotworów Krwi i Transplantacji Szpiku Kostnego we Wrocławiu za miłe przyjęcie i opiekę. I oczywiście dziękuję rodzinie i znajomym, że byli ze mną, trzymali kciuki za mnie i mojego genetycznego brata bliźniaka.

Była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu, nie żałuję niczego, a dla niezdecydowanych powiem, że warto dla tych chwil żyć. Jest to uczucie nie do opisania. I śmiało mogę powiedzieć:: „Chłopie – jesteś wielki”.