Joanna Balcerzak

15 Styczeń 2014

Kierunkowy 22. Moja pierwsza myśl – DKSM dzwoni w sprawie akcji promocyjnej, którą chcę zrealizować na swojej uczelni. Moje przypuszczenia nie zawiodły mnie, dzwonił DKSM, jednak dopiero po 5 minutach rozmowy zorientowałam się, że nie chodzi o akcję, ale o to, że jest ktoś, komu mogę pomóc! Pytanie: „Pani Asiu, czy podtrzymuje pani swoją gotowość?” sprawiło, że zrozumiałam z kim i o czym rozmawiam! Jedyne, co wtedy potrafiłam powiedzieć to: TAK, TAK, TAK!

Tak rozpoczęła się moja historia, która sprawia, że sama myśl o tym, że mogłam komuś pomóc wywołuje uśmiech na mojej twarzy i poczucie dumy, która dosłownie mnie rozpiera. Może nie brzmi to skromnie, ale świadomość tego, że dałam komuś odrobinę nadziei sprawia, że nie potrafię mówić o tym inaczej.

Od pierwszej rozmowy, w której potwierdziłam swoją gotowość do oddania szpiku kostnego, nie minęło dużo czasu. W ciągu niespełna miesiąca przeszłam badania, które miały na celu sprawdzenie mojego stanu zdrowia. Po kilku dniach kolejny telefon: „Może być pani dawcą!”.

Nie potrafię słowami opisać tego, co wtedy czułam. Nawet przez moment nie pojawił się w mojej świadomości strach, czy obawa o własne zdrowie. Czułam się tak, jakbym była w amoku – przeszczęśliwa, bo mogę pomóc! Nic innego nie liczyło się dla mnie bardziej, niż oczekiwanie na wyznaczony dzień w szpitalu na Banacha.

Dziwnie to brzmi, kiedy mówię o radości, jednak była to radość spowodowana tym, że mogę pomóc. Z jednej strony towarzyszyło mi ogromne poczucie radości i spełnienia, że mogę komuś dać nadzieję i pomóc, a z drugiej strony pojawiało się w mojej głowie stwierdzenie: „Cieszysz się, a tam ktoś walczy o życie”. Uczucia pełne sprzeczności, ale nie zmienia to faktu, że radość z możliwości pomocy drugiemu człowiekowi zawsze była i jest dla mnie czymś niezmiernie ważnym, nawet w tak tragicznej sytuacji. Cieszę się, bo mogłam przyczynić się do tego, że ktoś dostał szansę na życie.

W „naszym” przypadku (mówię tak o mnie i o moim bliźniaku) wybrano metodę separacji komórek macierzystych z krwi obwodowej. W związku z tym dostałam lek Gronocyte 34 do przyjmowania w zastrzykach, które sama mogłam sobie aplikować. Jednak nie jestem tak odważna, żeby samodzielnie wbić sobie igłę (chociaż zapewniam, to nic nie boli, a igła jest krótka!), więc dziękuję pani Ali za codzienną pomoc. Wcześniej w szpitalu poinformowano mnie o możliwych reakcjach występujących w trakcie przyjmowania zastrzyków. Przez kilka dni czułam się osłabiona i towarzyszył mi ból w kościach – ale czym jest taki ból wobec tak słusznej sprawy?

Dzień pobrania. Jeśli powiedziałabym, że jechałam do szpitala przeszczęśliwa i z uśmiechem na twarzy – skłamałabym. To był pierwszy i jedyny moment (począwszy od chwili otrzymania pierwszego telefonu z DKSM, aż do końca całej procedury), w którym denerwowałam się. Teraz ze śmiechem wspominam swoje nerwy i obawy. W tym miejscu muszę w szczególności podziękować pani Kasi i pani Małgosi, które znakomicie się mną zajęły i sprawiły, że mój stres minął w ciągu kilku sekund. Należy im się złoty medal za wspaniałą opiekę i humor! A pani Małgosia jest od dziś moją ulubioną osobą ze służby zdrowia! Opiekuńcza, wesoła i znakomicie przygotowana. Dodam na marginesie - znaleźć moje żyły, (które nie chcą wychodzić na światło dzienne) założyć wenflon - to wyczyn, który do tej pory udał się nielicznym osobom. Michał – dziękuję!

Samo pobranie przebiegło bez problemów, a obawa, że cztery godziny będą mi się ciągnęły w nieskończoność, jest nie na miejscu. Książka, którą miałam w torebce, a która miała mi umilić dłużący się czas, została tam gdzie była – na dnie mojej torby.

Bez wątpienia doświadczyłam cudu, który będzie mi towarzyszył do końca życia. Moim genetycznym bliźniakiem jest 36 letni mężczyzna z Niemiec. Nareszcie mogę to powiedzieć – witaj w rodzinie braciszku i proszę, walcz tak mocno, jak tylko możesz! Moje małe marzenie się spełniło – mam starszego brata!