Joanna Suchar

27 Kwiecień 2015

,,Bywa nieraz, że stajemy w obliczu prawd, dla których brakuje słów..."
Jan Paweł II

Dla mnie nadeszła właśnie taka prawda, bo cóż mogę powiedzieć, że pomogłam. Tylko tyle czy aż tyle? Nie mnie to oceniać. Zrobiłam wszystko, co było mi dane, aby ktoś mógł dalej walczyć o swoje życie.

Tak sobie myślę, że zapewne wszyscy szczęśliwi dawcy mają tę samą historię. Wszyscy przeszliśmy tę samą drogę, towarzyszyły nam te same emocje i świadomość, że ratujemy czyjeś życie.

By pomóc swojemu bliźniakowi genetycznemu nie czekałam długo od daty, kiedy zarejestrowałam się jako dawca. Mimo małych przeszkód i opóźnień wynikających ze złego stanu zdrowia biorcy, nigdy nie zwątpiłam w to, że dotrwam do samego końca i choćby nie wiem co, nie wycofam się. Dziś, gdy piszę swoją krótką historię, mija dokładnie miesiąc od zabiegu. Wszelki dyskomfort po otrzymywanych zastrzykach już dawno minął. Dziwne myśli krążące po głowie po zabiegu już dawno się ulotniły. Wróciłam do pełni sił. Czuję się świetnie i jestem na prawdę szczęśliwa, że mogłam pomóc...

Moim bliźniakiem genetycznym jest Polka. Teraz czekam tylko dnia, kiedy usłyszę, że jest dobrze, że nam się udało...