Katarzyna Fiedorczuk

8 Sierpień 2014

Marzec 2014 - dwa lata od rejestracji w bazie potencjalnych dawców - dzwoni do mnie ktoś z nieznajomego numeru telefonu i od razu myśl „nie odbieram, na pewno jakaś infolinia i chcą mnie na coś namówić”. Nie wiem dlaczego, ale podczas rozmowy z koleżanką powiedziałam jej, że w zasadzie powinnam odbierać wszystkie telefony, bo jestem zarejestrowana w DKMS i w każdej chwili mogą zadzwonić. Jakie było moje zdziwienie, kiedy parę minut później dostałam email z DKMS z prośbą o pilny kontakt.

Serce biło jak szalone, ale w końcu zdobyłam się na odwagę i oddzwoniłam. Okazało się, że jest osoba, której mogę pomóc. Zgodziłam się na wszystko bez wahania.

Po pobraniu krwi do szczegółowych badań dość długo nie otrzymywałam żadnej informacji i zaczęłam myśleć, że jednak nie ma wystarczającej zgodności. Po ponad 2 miesiącach dostałam wiadomość, że kwalifikuję się jako dawca i wysłano mnie na badania do Krakowa. Badania wyszły dobrze i wyznaczono termin pobrania komórek z krwi obwodowej. Data ta jednak została przesunięta i musiałam ponownie oddać krew do badań. Także tym razem wszystko wyszło prawidłowo.

Zastrzyki z czynnikiem mobilizującym moje komórki przed pobraniem wykonywałam sobie sama. Poinformowano mnie o możliwych skutkach ubocznych - w moim przypadku wystąpiły znaczne bóle głowy i kości. Sam proces pobrania komórek trwał około 6 godzin i udało się w tym czasie uzbierać wystarczającą ilość materiału dla mojego 8-letniego bliźniaka genetycznego. Ja zrobiłam już wszystko, co mogłam, a teraz pozostaje mi tylko trzymać za niego kciuki.

Wierzę, że historie dawców pomagają przekonać niezdecydowanych do rejestracji. Poświęć odrobinę swojego czasu i podaruj komuś szansę na życie!