Katarzyna Waszak

3 Kwiecień 2014

Moja historia związana z Fundacją DKMS rozpoczęła się w 2010 roku, kiedy to w internacie, w którym mieszkałam, usłyszałam o możliwości zostania dawcą szpiku.

Zawsze chciałam, aby w razie mojej śmierci pobrano użyteczne narządy, a gdy usłyszałam, że można pomóc komuś za życia, decyzja o rejestracji jako dawca zajęła mi chyba setną sekundy.

Z biegiem czasu o tym, że zostałam dawcą przypominała mi karta "dawcy" umieszczona wraz z dokumentami w portfelu. Szczerze mówiąc wątpiłam w to czy kiedykolwiek otrzymam telefon z wieścią o tym, że znaleziono mojego genetycznego bliźniaka. Może go nie mam? - myślałam, aż do 4 listopada, kiedy to zadzwoniła do mnie Pani Berenika z zapytaniem czy nadal zgadzam się na pobranie komórek. Czułam się naprawdę szczęśliwa!
W tym samym tygodniu wyznaczono mi termin pobrania krwi potwierdzający zgodność genetyczną z moim ukochanym bliźniakiem i kazano czekać. Czekanie było najgorsze, trzy miesiące niewiedzy czy się nadaje znów wprawiło mnie w wątpliwości, ale w końcu otrzymałam wiadomość, że jesteśmy w 100% zgodni i mogę oddać komórki macierzyste.

W ustalonym wcześniej terminie pojechałam na badania wstępne do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, aby potwierdzić czy jestem w pełni zdrowa. Pobranie krwi, EKG, USG, RTG, wywiad lekarza itp. Wybrano dla mnie metodę z krwi obwodowej, w związku z czym pokazano mi aparaturę, wyjaśniono jej mechanizm, opowiedziano o czynniku wzrostu, który trzeba przyjmować na 4 dni przed pobraniem oraz najważniejsze - jak będzie wyglądało samo pobranie.

Kolejny wyjazd, już docelowy, aby oddać komórki macierzyste nadszedł bardzo szybko - i dobrze, bo nie mogłam się już doczekać! Zasiadłam na fotelu, zostałam podłączona do aparatury i już! Bez bólu, bez strachu, bez negatywnych emocji, a wręcz przeciwnie - z radością w sercu spędziłam 6 godzin w szpitalu, oddając magiczny płyn oraz czytając gazety lub oglądając filmy. Niestety nie obeszło się bez drugiego dnia, ponieważ komórek było za mało, ale kolejne 6 godzin następnego poranka uzupełniło braki. Chwilę później siedziałam z uśmiechem na twarzy w aucie, w drodze powrotnej do domu. Cudownym uczuciem jest możliwość oddania niewielkiej cząstki siebie i tym samym podarowania komuś szansy na dalsze, zdrowe życie.

Dowiedziałam się, że moim bliźniakiem genetycznym jest 70-letnia kobieta i pomyślałam od razu o moich dziadkach, których już z nami nie ma. Pięknym uczuciem jest podarowanie jej możliwości dalszego życia, możliwości spędzenia kolejnych chwil wraz z rodziną. Możliwości dalszego przekazywania doświadczeń życiowych dzieciom i wnukom. Mam nadzieję moja kochana babciu - bliźniaczko, że będziesz zdrowa i w pełni sił, aby spokojnie żyć.

W dobie dzisiejszych czasów bardzo ważne jest, aby pomagać innym, ponieważ skrzydła ludzkiego zdrowia i życia są tak kruche, że nie wiadomo, czy następnym razem to my nie będziemy czekali na tą wielką szansę dalszego istnienia. Dlatego namawiam każdego, aby podarował tę, naprawdę niewielką cząstkę siebie i dał komuś szansę.
Chciałabym na koniec podziękować wszystkim, którzy przeprowadzili mnie przez cały proceder, paniom z DKMS, które często dzwoniły z troską czy wszystko rozumiem oraz czy dobrze się czuję, lekarzom i pielęgniarkom, którzy opiekowali się mną podczas badań i samego pobrania oraz mojemu narzeczonemu, który pieczołowicie troszczył się o moje samopoczucie i bezpieczeństwo podczas długiej podróży.