Kuzhin Tagir

17 Wrzesień 2014

Czasem ciężko znaleźć właściwe słowa, by zdefiniować motywację, jaka kieruje człowiekiem do takiego, a nie innego postępowania. Tak samo jest w moim przypadku, gdy mowa o oddawaniu szpiku kostnego. Do ust ciśnie mi się wiele słów jak i skojarzeń, by wytłumaczyć mój bodziec do tego działania, jednak nie wydają się dość trafne.

Zacznę może od tego, co wydaje mi się najprostsze i przychodzi pierwsze na myśl. Każdy z nas chciałby osiągnąć tzw. "coś" w życiu... Dla jednych to kariera, dla innych stan rzeczy posiadanych... etc. Jest jednak kilka spraw, które jak sądzę, nie mieszczą się w tej kategorii, mimo że przez wielu są tu wliczane - małżeństwo, dzieci, przyjaźnie...Nie pasują, bo wymagają części nas samych - bazują na bezinteresowności, satysfakcji z tego, że robi się coś dla kogoś. A jak w przypadku tego zabiegu, dzieje się to przy minimalnym wkładzie własnym, jakim jest poświęcenie swojego czasu, cierpliwości, przy raczej znikomym stopniu bólu. Co prawda, nie jest to rzecz, którą można wpisać do CV, ale jest to działanie, które będzie zawsze w nas i nikt nam go nie zabierze.
Sprawą tą, w przypadku oddawania szpiku kostnego, jest darowanie komuś życia, a to trochę tak, jakby dać mu drugą szansę, by i on mógł zdziałać coś dobrego jeszcze na Ziemi.

Wydaje mi się, że to, co zrobiłem, to najlepsze, co mogłem z siebie dać, najlepsze, co można osiągnąć.