Liwia Warmińska-Hinz

15 Styczeń 2014

Moja historia swój początek miała pod koniec roku 2010 r., kiedy to postanowiłam zarejestrować się on-line w Fundacji DKMS. Po pewnym czasie przyszły pałeczki, ale ja jakoś nie czułam się pewna, na siłach, aby od razy odesłać zestaw. Pałeczki przeleżały u mnie 5 miesięcy, aż któregoś dnia spojrzałam na nie i powiedziałam "już czas na Was". Nie wiem dlaczego, ale czułam takie wewnętrzne przekonanie, że jak wyślę, to niedługo mój telefon zadzwoni.. No i wiele się nie myliłam...

Po 4 miesiącach od rejestracji zadzwonił Pan z Andrzej z Fundacji z pytaniem czy nadal podtrzymuję chęć bycia dawcą. Oczywiście się nie zawahałam i kilka dni później miałam wyznaczone badania morfologiczne. Jednakże po 3 miesiącach okazało się, że druga osoba, która też przeszła badania ma bardziej zgodne wyniki z biorcą niż ja. Myślałam, że to już koniec, ale jednak nie! Niecały miesiąc później zadzwoniła p. Magda Wilk z ponownym pytaniem czy chcę zostać dawcą, oczywiście że chciałam - moja radość była wielka.

I od tego czasu ruszyła maszyna...Były badania w Warszawie i czas na pobranie. Pobranie miało odbyć się z krwi obwodowej. Stawiłam się w Klinice (była to 4 rocznica mojego ślubu, dzień, w którym miałam oddać cząstkę siebie dla innej osoby). Komórki odseparowywały się przez 4 h przez dwa dni. Lecz niestety nie udało się zebrać wystarczającej liczby komórek. Okazało się, że znalazłam się w 1% grupie osób gdzie organizm jest "oporny" na granocyt i komórki się nie zmotywowały. W tej sytuacji lekarz zadecydował o pobraniu szpiku z talerzy kości biodrowych. W związku z tym w poniedziałek znowu wróciłam do Warszawy, zostałam przyjęta na oddział, a następnego dnia z samego rana został mi pobrany szpik. Wszystko bardzo sprawnie, szybko i bez komplikacji. Pod narkozą byłam niecałą godzinę - czego w ogóle nie odczułam Szpik został pobrany w zadowalającej ilości. Po zabiegu zostałam otoczona fachową opieką , a następnego dnia zostałam wypisana do domu.

Mimo wszytko czuję się szczęśliwa, zadowolona i spełniona, że mogłam pomóc osobie poza granicami naszego kraju . Czy zdecydowałabym się oddać szpik jeszcze raz ? Pewnie - bez wahania.

Chciałabym życzyć memu biorcy, aby szpik się przyjął i jak najwięcej zdrowia. Do zobaczenia Drogi Bliźniaku. Chciałabym też podziękować Fundacji DKMS za wspaniałą organizację, pomoc i opiekę, w szczególności mojej koordynatorce Pani Magdzie Wilk oraz Zuzannie Jastrzębskiej, a także całemu personelowi medycznemu z Kliniki w Warszawie, a w szczególności Bankowi Komórek Krwiotwórczych oraz Dr n.med. Maciejowi Gontarewiczowi.