Łukasz Łatwis

15 Styczeń 2014

Moja historia zaczyna się od oddawania krwi w punkcie krwiodawstwa. Pewnego razu po oddaniu krwi dostrzegłem gabinet, w którym prawdopodobnie odbywają się badania potencjalnych dawców szpiku. Nigdy nie odważyłem się wejść i zapytać jak zostać dawcą. Postanowiłem więc poszukać informacji na ten temat. Będąc bardziej świadomym stało się to moim marzeniem.

Pewnego dnia na mojej Uczelni był dzień dawcy szpiku, zgłosiłem się bez wahania. W głębi duszy myślałem, że i tak nikt z Fundacji nie odezwie się, ponieważ z osób zarejestrowanych w Bazie Dawców Komórek Macierzystych tylko mały procent ma możliwość oddania swoich komórek macierzystych. Jednak zdarzyło się inaczej i upływie tylko sześciu miesięcy dostałem informację z Fundacji, że ktoś potrzebuje mojej pomocy. Przeżyłem w tamtej chwili szok i zarazem wielką radość. To rozpoczęło procedurę mającą na celu doprowadzenie do oddania komórek macierzystych.

Najtrudniejszym momentem całej procedury było czekanie na wyniki poszczególnych badań potwierdzające zgodność tkankową moją i pacjenta oraz to, że jestem wystarczająco zdrowy, by móc to zrobić.

Nawiąże jeszcze do samego pobrania komórek macierzystych, które trwa blisko pięć godzin. W moim odczuciu jest ono bezbolesne dzięki miłej, przyjaznej atmosferze oraz staraniom personelu medycznego. Odczuwam wielką radość, że mogłem podjąć próbę ratowania życia, nie ponosząc przy tym żadnych strat na zdrowiu.

Dziękuję i zarazem gratuluję całej Fundacji DKMS oraz pracownikom kliniki pobrań za profesjonalizm oraz budowanie dobrych relacji z dawcami. Dzięki takim zachowaniom można odczuć sens i potrzebę misji ratowania życia poprzez oddanie komórek macierzystych.