Marcin Borowski

27 Kwiecień 2015

Mam na imię Marcin. Moja historia zaczęła się całkiem niedawno. Razem z żoną zapisałem się do Fundacji DKMS dwa lata temu, ponieważ miałem już wszystko: żonę, dwóch synów, psa, piękny dom na wsi, nawet posadziłem drzewo. Do pełni szczęścia brakowało mi jeszcze czegoś, co będzie powodowało, że będę naprawdę w stu procentach szczęśliwy i dumny.

I tak się stało... Kiedy parę miesięcy temu odebrałem telefon z informacją, że mogę być dawcą! Nie wierzyłem, że to już, że to ja mogę komuś podarować cząstkę siebie. Po pewnym czasie pojechałem na badania wstępne, strasznie się denerwowałem. Bałem się, że coś może pójść nie tak, ale na szczęście wszystko było w porządku. Dzięki Bogu mogłem być dawcą!

Po miesiącu pojechałem do Warszawy, aby oddać szpik. Na fotelu spędziłem ponad 3 godziny. Żona była przy mnie cały czas, dała pić, przykryła kocykiem i trzymała za rękę, było mi raźniej. Pielęgniarki czuwały, aby wszystko "poszło zgodnie z planem" i tak było.

Po wszystkim pojechałem z żoną do hotelu coś zjeść i odpocząć. Teraz mogę powiedzieć, że jest to najwspanialsza rzecz, którą mogłem zrobić dla drugiego człowieka, podarować cząstkę siebie.

Chciałbym, aby moja historia była przesłaniem dla osób, które jeszcze się wahają.