Marcin Wilde

17 Październik 2017

Warto przeczytać moją historię
DO KOŃCA :))))

Moja historia zaczęła się od tego, że moja narzeczona namówiła mnie żeby zarejestrować się w DKMS jako potencjalny dawca, posłuchałem jej i wysłałem próbki, dostałem kartę i czekałem cierpliwie na kontakt. Minęło prawie dwa lata od rejestracji, pamiętam byłem w pracy, zdziwiony kto może dzwonić i jak usłyszałem że to Pan z DKMS, rozmowa była miła, zaczęły się pytania o zdrowie.

Potem jeszcze parę pytań związanych z ewentualnymi badaniami, żeby wiedzieć czy aby na pewno jestem zdrowy i żeby ani pacjentowi ani mi nic nie groziło.

Każda rozmowa i każde badanie było strasznie ekscytujące, ale nawet na chwile nie pomyślałem żeby się wycofać czy, że nie mam czasu, bo pracuje, nie ma takiej opcji.

Bo jeżeli powiedziało się A to trzeba powiedzieć B i zresztą jeżeli chodzi o czyjeś zdrowie to nie ma innego wyjścia. No i w końcu pierwszy wyjazd do Poznania, oczywiście dzięki Fundacji DKMS, która o wszystko zadbała i dbała żebym dojechał do hotelu i z powrotem do domu. Za każdym razem pytali jak się czuję, czy wszystko porządku, aż do samego pobrania komórek macierzystych.

I najlepsze zostawiam na koniec, to było cudowne usłyszeć, że dziękujemy za to, że uratowałem życie i czy chce na tym zakończyć, czy jestem gotowy dalej pomagać i bez zastanowienia powiedziałem tak, bo warto robić coś nie tylko dla siebie, ale też dla innych. Chciałbym żeby każdy z nas pomyślał jakby to on potrzebował pomocy, czy córka, syn, czy ktoś z rodzinny i pytanie co wtedy ??? Każdy może pomóc, trzeba tylko chcieć, to nie boli ani nie kosztuje, a daje tyle dobrego.