Historia Dawcy

Marta Jerz - HISTORIA DAWCY KOMÓREK MACIERZYSTYCH

21 Maj 2019

Moja historia z DKMS zaczęła się niecałe pół roku temu. Wypełniłam formularz na stronie, trzy tygodnie później otrzymałam pakiet rejestracyjny. Zadanie polegało tylko na pobraniu próbek i wrzuceniu listu do skrzynki. Miesiąc później otrzymałam list potwierdzający moją rejestracje w bazie Dawców Komórek Macierzystych. 
Na biorcę nie musiałam długo czekać, telefon zadzwonił po niecałym miesiącu. Po wykonaniu wstępnych badań potwierdziła się zgodność między mną a biorcą. Niestety otrzymałam email, że stan biorcy jest zły i pobranie jest niemożliwe. Gdy już traciłam nadzieję telefon zadzwonił poraz drugi. W słuchawce usłyszałam głos mojej koordynatorki która zapytała:
Pani Marto, czy podtrzymuje pani swoją decyzję o oddaniu komórek macierzystych?
Odpowiedź  była oczywista:
Tak!!!
Tydzień później miałam się stawić na badania klinice w Gliwicach. Fundacja zapewnia nocleg. A także pokrywa koszty związane z wyżywieniem czy transportem. Badania miałam przeprowadzone w obecności młodych, miłych pielęgniarek. Na koniec jeszcze wizyta w gabinecie lekarza, ktory po zapoznaniu się z wynikami  dał mi zielone światło do zostania dawcą. Trzy tygodnie później jechałam już na zaplanowane pobranie. Na te dni fundacja również zapewnia hotel z wyżywieniem. Na pobranie można zabrać bliską osobę, której fundacja również zapewnia nocleg. Po nocy spędzonej w hotelu udałam się do kliniki. 
Gdy tylko weszłam do sali, w której miało odbyć się pobranie, przywitały mnie bardzo miłe panie pielęgniarki. Pobranie w ich towarzystwie było przyjemnością, a nie wysiłkiem. Ból był niemalże żaden. Wszystko przebiegło sprawnie i po około 4,5h było już po wszystkim. Po decyzji lekarza, że udało się uzyskać potrzebną ilość komórek macierzystych mogłam opuścić szpital. Jeszcze tego samego dnia wracałam do domu. 
Po kilku godzinach od pobrania zadzwonił telefon z DKMS.  Pan koordynator zapytał jak przebiegło pobranie, poinformował o dalszych procedurach. Na koniec rozmowy  dowiedziałam się że pomogłam mojej bliźniaczce z Anglii. Mam nadzieję że moja bliźniaczka wyzdrowieje….trzymam za nią mocno kciuki

Zachęcam Wszystkich którzy się wahają do dołączenia do DKMS.

Naprawdę warto! Ja, gdy będzie taka potrzeba nie zawaham się pomóc po raz drugi.