Mateusz Banach

18 Marzec 2015

Kiedy dwa lata temu, razem z moją żoną, wtedy jeszcze narzeczoną, natknęliśmy się w Internecie na stronę Fundacji DKMS, zarejestrowaliśmy się od razu. Wiedzieliśmy, że dzięki temu możemy dać komuś szansę na życie.

Niecały miesiąc przed naszym ślubem, kiedy oboje zajęci byliśmy jego organizacją, zadzwonił telefon – rozmówca przedstawił się jako pracownik Fundacji DKMS. Pierwsze moje odczucie, jakie pamiętam to: ogromne zaskoczenie, z początku nie wiedziałem o co chodzi. Pan Kamil powiedział mi, że gdzieś na świecie jest osoba, która potrzebuje mojego szpiku. Padło pytanie, czy podtrzymuję moją decyzję, i czy nadal wykazuję gotowość do podzielenia się darem życia. Oczywiście potwierdziłem. Dzień przed ślubem, kolejny telefon z konkretnymi datami: 19 lutego - badania wstępne, a niecały miesiąc później pobranie. Przez chwilę całkowicie zapomniałem, że przecież jutro biorę ślub. Mogliśmy razem z moją żoną cieszyć się podwójnie.

Metoda jaką miało się to odbyć, to pobranie z talerza kości biodrowej. Mimo wszelkich zapewnień pracowników fundacji oraz lekarzy, odczuwałem lekki strach. Wielu ludzi, również moich znajomych opowiadało mi historię, że komórki macierzyste pobiera się z kręgosłupa, że jest bolesne, i że może coś mi się stać.

Dziś jest już po wszystkim. Zabieg odbył się 10 marca 2015 roku. Po trzy dniowym pobycie w Klinice, w Gliwicach wróciłem do domu. Czuję się zupełnie zdrowy. Mogę zapewnić wszystkich, że historie na temat pobierania materiału z kręgosłupa to tylko MITY, wymyślone przez ludzi, którzy, gdzieś coś słyszeli, podsłuchali, ale nie wiedzą do końca o co chodzi. Bólu też żadnego nie czułem, a nad moim bezpieczeństwem czuwało grono lekarzy oraz pielęgniarek.

Kilka godzin po zabiegu telefon z Fundacji DKMS. Dowiedziałem się, że cząstka mnie przebywa właśnie długą drogę do 28 letniej dziewczyny, zamieszkującej Australię. Czułem się dumny, że mogłem jej pomóc.

Zrobiłem wszystko, co mogłem, teraz pora trzymać kciuki za nią, aby przeszczep się przyjął i wróciła do pełni zdrowia.

Aaa… i zapomniałbym o najważniejszym! Wszyscy, którzy jeszcze tego nie zrobili: REJESTRUJCIE SIĘ! To nic nie kosztuje, a daje wiele satysfakcji i co najważniejsze: może komuś uratować życie!