Mateusz Korzybski

15 Styczeń 2014

Niewiedza – to chyba główny powód, dlaczego nie zgłosiłem się do bazy dawców szpiku podczas szkolnej akcji oddawania krwi. Po powrocie do domu postanowiłem o szpiku poczytać i okazało się, że to nie jest nic strasznego, czy niebezpiecznego.

Po może miesiącu w Gnieźnie miał miejsce dzień dawcy. Tym razem również nie udało się zarejestrować - choroba. Więcej poszukiwań i jest! DKMS! Można się rejestrować bez wychodzenia z domu! Pakiet zamówiony, po miesiącu pałeczki odesłane, po dwóch przyszła karta. To był wrzesień.

Koniec lutego, przeglądam pocztę, sam spam. Już miałem wszystko wyrzucić, lecz zauważyłem w ostatniej chwili, że jeden mail to nie spam, tylko wiadomość z DKMSu. Jest biorca! Ogromna radość! Nie mogę zadzwonić tego samego dnia, bo już jest późny wieczór, ale nazajutrz dzwonię do fundacji. Tak, potwierdzam. Pani Ania wszystko dokładnie wyjaśniła, więc nie musiałem się niczym stresować. Po może 3 dniach pobranie krwi do dokładniejszych badań i czekam.

Czekam prawie 3 miesiące, bo w międzyczasie złapałem różyczkę. W końcu kolejny telefon i jadę na badania. Przyjechałem dzień wcześniej, przespałem się w opłaconym przez Fundację hotelu i rano do szpitala. Pobranie krwi, USG, EKG, wywiad z lekarzem, ankieta, wszystko jest w porządku, oto hormon, instrukcja jak go sobie podawać, skierowanie do lekarza na pierwszy zastrzyk. Zastrzyki robiłem sobie sam, zupełnie bezboleśnie. Potem chodziłem troszkę obolały, ale paracetamol pomagał.

Po 2 tygodniach znowu Warszawa, pobranie. Tym razem mogłem zabrać osobę towarzyszącą, którą była moja mama. Atmosfera w Banku Komórek jest niesamowita. Wszyscy uśmiechnięci, pozytywni, leżałem zadowolony cały czas. Oprócz mnie oddawał szpik jeszcze jeden chłopak. Na fotelu leżałem 4 godziny. Poranne badanie krwi wskazywało na to, że może być potrzebne pobranie dodatkowe drugiego dnia, bo się „słabo zmobilizowałem”. Okazało się jednak, że nazbierałem nawet więcej komórek niż trzeba, więc jestem już wolny.

Po kilku godzinach telefon od Pani Magdy: Chłopak, 16 lat, z Polski. Niesamowite uczucie. Uratować kogoś niewiele młodszego od siebie. Teraz czekam 100 dni, żeby dowiedzieć się o stanie zdrowia mojego bliźniaka. Mam nadzieję, że za 2 lata będzie chciał się ze mną spotkać, bo ja chcę bardzo.

Chciałem serdecznie podziękować Paniom Ani Jarnickiej i Magdzie Wilk za kontakt z Fundacją, pomoc i odpowiadanie na każdego mojego maila; Pani Kasi i dr Emilowi, za pozytywną atmosferę i profesjonalną opiekę podczas pobrania i badań; Mojej rodzinie, dziewczynie Oli i P. Asi Król za niesamowite wsparcie.

Zachęcam każdego do zapisania się do bazy. Jest to tak niewiele, nic nie kosztuje, a może uratować komuś życie. I przede wszystkim nie ma się czego bać. To nie boli, jest bezpieczne. Naprawdę.