Michał Pomieczyński

7 Listopad 2014

Moja historia z DKMS zaczęła się w 2009r. Tego roku się zarejestrowałem i otrzymałem kartę dawcy. Co jakiś czas otrzymywałem informacje z Fundacji, aż do dnia 17/07/2014r., kiedy to otrzymałem telefon i zostałem poinformowany, że osoba chora na białaczkę potrzebuje mojej pomocy, zostałem zapytany czy nadal podtrzymuję swoją gotowość do zastania dawcą. Moja odpowiedź była oczywista, że Tak, zostałem poinformowany jak teraz będzie wyglądać cała procedura. W dniu 21/07/2014r. zostałem umówiony na badania krwi, dzień ten jest ważny w moim życiu, ponieważ tego dnia kończyłem swoje 27 urodziny.

Po pobraniu wystarczającej ilości krwi czekanie na telefon. Po niecałych trzech tygodniach telefon z fundacji, że jest zgodność, tego dnia dowiedziałem się , że badania wstępne odbędą się pod koniec sierpnia 2014 r., a pobranie szpiku w moim przypadku z talerza kości biodrowej odbędzie się na początku września. W klinice w Warszawie na ul. Banacha.

Badania wstępne trwały niecałe 3 godziny, zgodność jest, teraz tylko czekanie na wyjazd na pobranie. Kilka dni przed wyjazdem telefon z Fundacji, że stan mojego biorcy się pogorszył i trzeba przesunąć termin pobrania. Po 5 tygodniach zadzwoniła pani Patrycja z fundacji, że stan mojego bliźniaka genetycznego się polepszył i można zaplanować kolejny termin pobrania na październik 2014r. Przed wyjazdem trzeba było przebadać jeszcze raz krew dla pewności, wszystko wyszło dobrze i czekałem już na wyjazd.

Do Warszawy według planu dojechałem dzień przed przyjęciem do kliniki, noc w hotelu i następnego dnia przyjęcie do kliniki. Pobranie szpiku odbyło się zgodnie z planem, pod narkozą. Jeszcze tego samego dnia zadzwoniła p. Patrycja zapytała się jak się czuję powiedziała mi, że wszystko się udało no i dostałem wiadomość, kto jest moim biorcą. Okazał się nim 13 letni chłopak z Polski, ucieszyłem się, że mogłem pomóc tak młodej osobie. Klinikę opuściłem następnego dnia. Teraz jestem już kilkanaście dni po pobraniu, czuję się dobrze.

Dużo osób mówi mi, że jestem bohaterem, ale ja uważam, że prawdziwym bohaterem jest ten chłopak, mimo tak młodego wieku się nie poddaje, a ja zrobiłem to, co według mojego sumienia zrobi każdy człowiek, któremu nie jest obojętne życie innej osoby, nawet tej, której się nie zna. Teraz zostaje mi tylko czekać na informacje o stanie mojego młodszego brata genetycznego, trzymam kciuki za niego i mam nadzieję, że kiedyś będę mógł go poznać.

Przy okazji chciałbym podziękować p. Patrycji z fundacji za to, że bardzo dobrze mnie poinformowała o całej procedurze, lekarzom i pielęgniarkom z kliniki za bardzo dobrą opiekę , a w szczególności mojej siostrze, która była ze mną przez cała podróż, pobyt w szpitalu, była ona jak mój anioł stróż.

Teraz namawiam każdego do rejestracji jako potencjalny dawca, nic to nie kosztuje, nic się na tym nie traci, a można uratować życie innej osobie. A powiem, że jest to fajne uczucie ratować życie drugiemu człowiekowi.