Monika Dziewit

15 Styczeń 2014

Jak wam opowiedzieć coś, czego nie da się opowiedzieć?

Najlepiej chyba od początku. Przede wszystkim musicie być zdecydowani, pewni swojej decyzji, bo gdy zadzwoni ten magiczny numer i ktoś w słuchawce powie „Jesteś komuś potrzebny”, nie możesz się zawahać.

Ja zbyt długo to odwlekałam. Najpierw ślub, potem ciąża i moja przemyślana decyzja coraz bardziej się oddalała. Ale kiedy podczas porodu musiałam otrzymać krew, decyzja zapadła już ostateczna - muszę komuś pomóc. W drugą rocznicę ślubu weszłam na stronę DKMS i po prostu to zrobiłam. Nie zastanawiałam się czy będę kiedyś potrzebna czy nie - po prostu byłam.

Po niecałym pół roku zadzwonił magiczny telefon i p. Andrzej powiedział Moniko jesteś potrzebna. Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. Badania zgodności, a później ten okropny czas oczekiwania czy wszystko ok. Po około trzech miesiącach okazało się, że jest ktoś bardziej zgodny niż ja i zostałam poinformowana o tym, że jednak nie będę już potrzebna.

Po tygodniu znów zadzwoniła fundacja i poprosili żebym jednak przygotowała się do badań wstępnych w Dreźnie, ponieważ tamtejsza klinika jednak zmieniła zdanie. Moja euforia sięgnęła zenitu. Jednak będę mogła komuś podarować szansę na normalne zdrowe życie. A później już wszystko z górki - badania i pobranie przebiegły bardzo sprawnie, w dużej mierze dzięki osobom, które tam spotkałam - cudownego tłumacza Maćka i wszystkich, którzy się nami opiekowali w klinice w Dreźnie.

Po pobraniu cudowne samopoczucie, choć trwało to trochę długo – mam po prostu mało krwi i musiała ona kilkukrotnie przejść przez maszynę. Jednak taki dyskomfort w porównaniu do cierpienia i bólu, który przechodzi osoba chora na białaczkę, to przysłowiowy pryszcz. Po opuszczeniu kliniki cudowny spacer po Dreźnie z moją rodziną, która oczywiście była przy mnie cały czas podczas pobrania i badań. Mój mąż Dominik i syn Kacper mogli być przy mnie i nie był to problem ani dla kliniki ani dla fundacji.

I na koniec ten cudowny telefon od p. Zuzy, która powiedziała mi kto jest moim bliźniakiem genetycznym – mężczyzna, Węgier, lat 42. Pomyślałam jest młodszy od mojego ojca, może ma małe dzieci, musi mieć szansę na dobre, normalne życie – bądźcie odważni, nie bójcie się. To nie boli, a może dać komuś cudowne, normalne, zdrowe życie.