Monika Pieńczewska

28 Styczeń 2015

Nawet największy strach przed igłą, lekarzami, szpitalem znika, gdy ma się świadomość, że można komuś podarować szansę na życie.

Ja jestem z tej grupy osób, która panicznie boi się lekarzy, zastrzyków czy nawet samego budynku szpitala. Jednak ciąża i poród oswoiły mnie choć trochę z tym wszystkim. Pierwszy wenflon w życiu, 9 miesięcy regularnego badania krwi - dałam radę. I to był impuls, że teraz, pomimo strachu, jestem gotowa zrobić coś więcej.

W 2011 roku wraz z mężem, w pełni świadomie zgłosiliśmy się do DKMS po pakiety rejestracyjne dla potencjalnych dawców szpiku. Trzy lata później, w sierpniu 2014 dostałam TEN telefon.

Dla mnie to był szok. Bo choć decyzja o rozpoczęciu dalszej procedury była dla mnie oczywista, a ja już w jakimś stopniu z igłą byłam oswojona, to jednak strach przed nieznanym był....Okazało się, że nie potrzebnie.

Ruszyła procedura przygotowawcza. Najpierw badania krwi i potwierdzenie zgodności z biorcą. Następnie wizyta w wyznaczonej klinice na szczegółowe badania i decyzja o metodzie pobrania komórek macierzystych. U mnie wybraną metodą było pobranie komórek z krwi obwodowej, a wszystko miało się odbyć w Klinice w Gliwicach.

Na 4 dni przed planowaną datą pobrania, rozpoczęłam przyjmowanie zastrzyków z hormonem wzrostu. Zastrzyki w ramię pomogła mi robić sąsiadka i pielęgniarki w mojej przychodni. Sam zastrzyk to tylko ukłucie, skutki uboczne - u mnie tylko ból mięśni. Nie był on jednak tak silny, aby korzystać ze środków przeciwbólowych. Samo pobranie komórek macierzystych to u mnie była kwestia podpięcia dwóch wenflonów i 4 godziny oglądania filmów na laptopie.....i tyle....tak nie wiele....

Mój biorca - mężczyzna, 32 lata, Polska.

Do tej pory próbuję ogarnąć to, jak niewiele musiałam dać z siebie, aby komuś móc tak bardzo pomóc....szansa na życie...bezcenne.

Rejestrujcie się w bazie potencjalnych dawców szpiku...warto!