Paula Kowalska

27 Październik 2014

Telefon z fundacji, pół roku po rejestracji, zszokował mnie. Oczywiście potwierdziłam tylko swoją decyzję o tym, że zostanę dawcą. Cała rejestracja i wiele wydarzeń po niej, dało mi do myślenia.

Dzień oddania komórek macierzystych przypadł w dniu rocznicy śmierci mojego przyjaciela, było to dla mnie szczególnie ważne. W dniu, kiedy rok wcześniej zmarł ktoś mi bliski, mogłam podarować innemu człowiekowi szansę na życie.

Samo oddanie komórek i decyzja o tym, nie uważam, by było dla mnie czymś nadzwyczajnym do wykonania, ale szansa, na to by ktoś, gdzieś na świecie dostał dzięki temu szansę na życie… właściwie myśl o tym, że mogę komuś pomóc dalej ŻYĆ to całkiem inne uczucia. Nie czułam się jakoś specjalnie oddając komórki, raczej naturalnie. Lecz, gdy po oddaniu zadzwoniła do mnie Pani z fundacji i powiedziała, mi o tym, kim jest mój bliźniak genetyczny, no właśnie wtedy dopiero do mnie dotarło, że oddaje mój szpik konkretnej osobie, po to by mogła po prostu żyć - niesamowite uczucie!

Rok po pobraniu wiem, że mój bliźniak czuje się bardzo dobrze, obyło się bez powikłań, co jest najlepszym prezentem dla mnie. Nie czuje się wyjątkowym człowiekiem, ale mam satysfakcję i jest mi po prostu miło, że On żyje!

Wszystko dzięki ludziom, którzy angażują się w walkę z rakiem krwi. Gdyby nie Fundacja DKMS oraz wielu ludzi współpracujących z fundacją, pewnie nigdy nie zarejestrowałabym się, jako potencjalny dawca. Podziękowania należą się ludziom DKMS-u! To dzięki Wam jest tylu dawców i osoby chore mają szanse, aby dalej żyć! Dziękuję!

Po tych wydarzeniach, sama dowiedziałam się, czym jest bezsilność, co się czuje, kiedy nie możemy pomóc bliskim nam osobom. Nie chcę nigdy więcej tego odczuć. Dlatego, gdyby przyszło jeszcze raz podjąć decyzję o oddaniu szpiku, nie zawahałabym się! Jeśli decydujemy się na rejestrację to oznacza, że być może właśnie my jesteśmy w stanie zaradzić czyjejś bezsilności!