Paulina Jaroszyk

20 Kwiecień 2015

„Wszystko, co doskonałe dojrzewa powoli.”
A. Schopenhauer

Tymi słowami najlepiej mogę opisać moją decyzję o zapisaniu się do bazy dawców. Przez wiele lat oddawałam krew, jednak nigdy nie brałam pod uwagę bycia dawcą szpiku. Decyzja o tym przyszła niespodziewanie, z dnia na dzień, a zainspirowała mnie do niej moja kuzynka Agata (za co jestem jej bardzo wdzięczna). Nie przypuszczałam, że rejestracja jest tak prosta i szybka w wykonaniu. W sierpniu 2014 roku wysłałam patyczki z wymazem i w listopadzie otrzymałam kartę dawcy.

Po niespełna dwóch miesiącach, a więc w połowie stycznia 2015 roku, otrzymałam telefon z Fundacji z zapytaniem czy nadal podtrzymuje decyzję o oddaniu szpiku. Moje zaskoczenie było ogromne. Wpierw niedowierzanie, że tak szybko, a potem ogromna radość, że być może będę mogła komuś pomóc. Oddałam krew, by potwierdzić zgodność i czekałam na odpowiedź. Okazało się, że mogę zostać dawcą. Czekały mnie jeszcze szczegółowe badania w szpitalu na Banacha w Warszawie. Wszystko przebiegło sprawnie w bardzo miłej atmosferze. Towarzyszyło mi dwóch dawców, którzy także przyjechali na badania. Kolejny etap przeszłam pomyślnie. Formą pobrania, którą mi wyznaczono było pobranie komórek macierzystych z obwodowej krwi na początku kwietnia. Cztery dni przed pobraniem zaczęłam brać zastrzyki, które miały zwiększyć wzrost komórek macierzystych. Pierwszy zastrzyk przypadł mi dokładnie w poranek Wielkanocny. Radość Zmartwychwstania była tym pełniejsza, gdyż w sercu towarzyszyła myśl o nadziei na „nowe życie” dla mojego genetycznego bliźniaka. Nie straszny był mi ból kości, czy złe samopoczucie po zastrzykach, gdyż było to niczym w porównaniu z radością dzielenia się cząstką siebie z kimś, kto tego potrzebuje.

No i nadszedł najwspanialszy dzień, w którym mogłam oddać komórki macierzyste. W szpitalu na Banacha jak zwykle przywitano mnie bardzo ciepło i serdecznie. Wspaniała rodzinna atmosfera, profesjonalna opieka, wszystko to sprawiło, że 4,5 godziny pobrania minęło niepostrzeżenie. Dobra wiadomość na koniec – udało się zebrać odpowiednią ilość komórek macierzystych. Tego samego dnia telefon z Fundacji z podziękowaniami i informacją, że moim genetycznym bliźniakiem jest 34- letnia kobieta. Wzruszenie, radość i zamyślenie nad tym, że mam bratową w tym wieku, z trójką dzieci. Może i moja genetyczna Siostra ma męża i dzieci.

Cieszę się, że mogłam dać nadzieję na życie osobie, przed którą jeszcze wiele do zrobienia i sporo marzeń do zrealizowania. Wiem, że w życiu nie ma przypadków. Wierzę, że moja decyzja była kierowana przez Opatrzność, która wybrała najwłaściwszy moment. Życzę mojej Siostrze zwycięstwa w walce z chorobą i czekam z niecierpliwością na informacje o jej stanie zdrowia.

PS: Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie przez ten cały czas. Moi wspaniałym rodzicom, rodzinie, Krzysiowi, znajomym, pielęgniarkom oraz całemu personelowi szpitala na Banacha, a szczególnie p. Małgosi i p. Kasi – jesteście cudowni.

A dla tych, którzy to czytają przetoczę słowa Alberta Einsteina, który powiedział: „Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia.” Kochani warto pomagać, to nic nie boli, a daje ogromną radość i wielką satysfakcję. Rejestrujcie się i dajcie szansę innym na życie.