Paweł Ryngier

17 Styczeń 2014

Z problemem osób często nieuleczalnie chorych spotkałem się po raz pierwszy w Sosnowieckim Hospicjum im. Św. Tomasza.

Będąc wykładowcą AWF Katowice oraz czynnie pracującym fizjoterapeutą, zwróciłem się do swoich magistrantów z nietypową prośbą, ale w sposób szczególny wyrażającą zrozumienie dla ludzkiej potrzeby pomocy drugiemu człowiekowi. Jeżeli w jakikolwiek sposób chcieli wyrazić podziękowania za mój udział w ich pracy magisterskiej, prosiłem o postępowanie zgodne z mottem: …”nadzieja zamiast kwiatów”… Prosząc o symboliczny datek w postaci przelewu na konto Hospicjum w Sosnowcu z dopiskiem: Obrony magisterskie AWF Katowice Fizjoterapia – „nadzieja zamiast kwiatów”. Uznałem, że taka forma da dużo satysfakcji zarówno im, jak i mojej osobie, że razem będziemy pewni, iż nasza praca od samego jej początku pomaga potrzebującym.

Jako potencjalny dawca w Fundacji DKMS zarejestrowałem się w grudniu 2009 r. po 3,5 latach otrzymałem e-mail, że znalazł się biorca potrzebujący mojego szpiku – mój „bliźniak genetyczny”. Zanim do tego doszło odbyłem poważną „rozmowę z Bogiem” prosząc Go, aby pozwolił mi w jakiś wyraźny sposób podziękować za wszystkie dobre rzeczy, o które prosiłem w swoim życiu – no i Dał mi taką szansę. Można mieć obawę przed całą procedurą transplantacji, ale nic nie zastąpi tego, jak można się poczuć po jej zakończeniu. To niesamowite, że w tym małym „łososiowym” woreczku jest życie dla drugiego człowieka – dlatego naprawdę warto.