Radosław Adamczyk

15 Styczeń 2014

Moja historia z DKMS-em zaczęła się tak naprawdę przypadkowo. Któregoś dnia na mojej uczelni (kwiecień 2012) odbywał się pobór krwi. Od dwóch lat regularnie byłem dawcą i podczas poboru zapytano mnie, czy chciałbym zgłosić się do bazy dawców szpiku. Stwierdziłem, że nic mnie to nie kosztuje, a jeśli trafi się okazja, to mogę przecież uratować komuś życie.

Tydzień po rejestracji zacząłem nabierać obaw. Wszyscy mówili, że gdybym został wytypowany jako potencjalny dawca, to ból jaki wiąże się z poborem będzie bardzo duży. Nikt z mojej rodziny i moich znajomych do tej pory nie miał z tym nic wspólnego. Myślałem nawet o tym, aby się wypisać z bazy dawców, ale koniec końców nie zrobiłem tego. Być może mój wiek i niedoświadczenie sprawiły, iż pojawiły się u mnie wątpliwości.

W maju 2013 roku przygotowując się na zaliczenia do sesji otrzymałem telefon. Jest potencjalny biorca moich komórek macierzystych/szpiku. Prawdę mówiąc przestraszyłem się tego. Powiedziałem Pani, która do mnie dzwoniła, że skontaktuję się z nią dnia następnego. Po zakończonej rozmowie i jednym telefonie do mojej babci, która utwierdziła mnie w tym, że jeśli się zdecyduję na bycie dawcą, to będzie to jedno z lepszych zdarzeń, jakie mogą mnie w życiu spotkać. 10 minut później oddzwoniłem i powiedziałem, że jestem zdecydowany, aby komuś pomóc.

Zostałem umówiony na wstępne badania, które potwierdziły zgodność genetyczną i bardzo dobry stan mojego zdrowia. W przeciągu dwóch miesięcy doszło do pobrania komórek macierzystych. Jak się okazało metoda, którą u mnie zastosowano, to pobór komórek z krwi obwodowej. Cztery dni przed poborem otrzymałem czynnik wzrostu. Z racji, że zrobienie sobie zastrzyku było bardzo łatwe, to postanowiłem robić to sam w domu.

We wrześniu pobrano komórki macierzyste. Trwało to 4 godziny. Z racji, że mieszkam w Warszawie, to badania jak i pobór odbywały się w szpitalu na Banacha. Panie, które tego dokonywały były bardzo sympatyczne i miłe. W pokoju, w którym się znajdowałem, panowała bardzo dobra atmosfera. Po pobraniu czułem się rewelacyjnie. Towarzyszyły mi mama oraz babcia, których obecność sprawiła, że czułem się bezpiecznie i pewnie. Od początku do końca wspierały mnie w mojej decyzji.

Cały dzień, mimo lekkiego zmęczenia, czułem się cudownie. Zrobiłem coś naprawdę wielkiego! Dałem komuś coś, czego mój organizm ma naprawdę dużo, a może to uratować komuś życie! Kilka godzin później otrzymałem telefon, że biorcą jest 51-letnia kobieta z Litwy. Każdego dnia cieszę się z tego, co zrobiłem. Do września 2015 r. niestety nie mogę być dawcą, ale liczę, że jeśli pojawi się tylko taka możliwość - znów zdecyduję się na ten krok!

Istnieje błędne przekonanie, że bycie dawcą wiąże się z jakimiś konsekwencjami zdrowotnymi. Oczywiście tak nie jest  Dwa dni po oddaniu komórek moje życie wyglądało jak dawniej. Siłownia, spotkania ze znajomymi, praca, itd.

Zachęcam wszystkich do rejestracji. Sam miałem duże wątpliwości, ale w momencie gdy pojawia się szansa bycia dawcą, te wątpliwości mijają i jedyną obawą jest to, czy organizm biorcy przyjmie moje komórki.

Dziękuję również za wsparcie rodzinie, przyjaciołom i znajomym. Wielu z nich zdecydowało się na rejestrację i również liczą, że pojawi się genetyczny bliźniak, któremu będą mogli pomóc.