Szymon Rzewuski

5 Marzec 2015

Wesele
Jesienią 2013 na weselu koło Zakopanego pierwszy raz usłyszałem o Fundacji DKMS i w szczegółach dowiedziałem się na czym to polega i jak to jest być dawcą dla chorego na białaczkę https://www.dkms.pl/pl/content/micha%C5%82-ziemek. Wcześniej za bardzo nie zwracałem uwagi na takie inicjatywy. Ale tego typu marketing szeptany był dla mnie bardzo inspirujący. Obiecałem sobie, że się zarejestruję.

Rejestracja
Sama rejestracja przez internet trwała kilkanaście sekund. Jak dobrze pamiętam, już po kilku dniach przyszła przesyłka z Fundacji DKMS. Wszystko było jak najbardziej czytelne i zrozumiałe.

Karty kredytowe
Pół roku po rejestracji, w kwietniu 2014 w sobotę po południu zadzwonił telefon. Kierunkowy wskazywał, że będzie to kolejna oferta jakichś ubezpieczeń albo kart kredytowych. Miałem odrzucić, ale pomyślałem sobie, że te 2-3 minuty czasu w weekend mnie za wiele nie kosztuje i odebrałem. Na początku pomyślałem, że ktoś sobie ze mnie żartuje, ponieważ zapomniałem już o rejestracji w Fundacji DKMS. Wydawało się, że jak zadzwonią to może za 3-4 lata, ale nie po pół roku. Oczywiście telefon dotyczył hipotetycznego bycia dawcą, bo trzeba zrobić pierwsze badania laboratoryjne. A co potem to się okaże.

Badania
Pobranie krwi odbyło się w wybranej przeze mnie przychodni we Wrocławiu, czyli de facto ukłucie i kilka próbek krwi zostało wysłanych do dalszej weryfikacji. Po około 2 miesiącach telefon, że wszystko jest OK i konkrety tj. umówienie się na szczegółowe badania mojej osoby.

Drezno
W moim przypadku miałem być zbadany w Poliklinice w Dreźnie. Wyjazd bardzo dobrze zorganizowany. Hotel niedaleko Polikliniki. Do dyspozycji Maciek - tłumacz języka niemieckiego i zarazem człowiek instytucja. Przy tej okazji poznałem innych dawców i ich historie. To były bardzo ciekawe rozmowy ludzi o różnym wykształceniu, wieku i o tym, komu pomogli. Po wszystkich badaniach przez godzinę rozmawiałem z lekarzem, który mi wszystko w szczegółach opowiedział i dostałem zielone światło na oddanie.

USA
Rano 4 sierpnia 2014 w Poliklinice w Dreźnie rozpoczął się proces pobierania komórek macierzystych polegający na 2 wkłuciach w obie ręce. Po 4 godzinach siedzenia na fotelu przemiła pani doktor oznajmiła, że została pobrana wystarczająca ilość materiału i nie będzie potrzebne rezerwowe pobranie z talerza kości biodrowej. Drugiego dnia w trakcie zwiedzania Drezna zadzwonił telefon od przemiłej pani z Fundacji DKMS z podziękowaniem i 3 informacjami o: płci, wieku i narodowości tj. mężczyzna, 32 lata i Amerykanin.

Epilog
Czy warto zarejestrować się i być dawcą? Miesiąc po oddaniu komórek macierzystych, na początku września miałem wypadek. W operacji brało udział 5 lekarzy. Otrzymałem blisko 6,5 litra krwi. Oznaczało to, że teraz mi pomogło 14-15 dawców krwi.