Damian Makowski

28 Kwiecień 2017

Moja historia z Fundacją DKMS zaczęła się pewnego dnia w pracy, kiedy to całym zastępem zdecydowaliśmy się wybrać na Dzień Dawcy Szpiku, który był organizowany w naszym mieście dla kobiety, która bardzo tego potrzebowała. W związku z tym postanowiłem razem z kolegami zarejestrować się jako potencjalni Dawcy Komórek Macierzystych i Szpiku.

Ja zarejestrowałem się na akcji stacjonarnej, ale Ty w każdej chwili możesz zamówić pakiet rejestracyjny online.

Rejestracja polegała na tym, że po wypełnieniu krótkiej ankiety oraz oddaniu próbek krwi przeszliśmy wstępną wspólną drogę z Fundacją DKMS. Z niecierpliwością wraz z kolegami czekaliśmy na karty dawcy. Już po kilku miesiącach otrzymałem kartę, a następnie telefon, że jest szansa na uratowanie komuś życia i czy zgadzam się na badania wstępne i oddanie komórek macierzystych.

Oczywiście, że się zgodziłem, bo po to zarejestrowałem się w Fundacji, żeby w razie takiej konieczności komuś pomóc.

Niestety, kiedy miałem zgłosić się na badania otrzymałem list od Fundacji, iż biorca nie jest zdolny do przeszczepu, ponieważ stan jego zdrowia uległ pogorszeniu. Mijały tygodnie, a ja ciągle rozmyślałem, kim mogła być dana osoba, czy nie można było jej pomóc wcześniej. Bardzo żałowałem, że nie mogłem pomóc chociaż bardzo tego pragnąłem.

W przeciągu 3 miesięcy otrzymałem kolejny telefon z Fundacji, czy w dalszym ciągu jestem zainteresowany zostać Dawcą Komórek Macierzystych. Bez żadnego wahania zgodziłem się. Ogromna radość, że po raz kolejny mam szansę zostać Dawcą. Wstępne badania przeszedłem pozytywnie. Wyznaczono termin pobrania krwiotwórczych komórek macierzystych. Przed pobraniem podawałam sobie zastrzyki z czynnikiem wzrostu. Lekarze ostrzegali przed bólem, ale ból był naprawdę do wytrzymania. W marcu ponownie udałem się do Kliniki Pobrań, gdzie przeszedłem zabieg bez żadnych komplikacji. Byłem tak podekscytowany, że nawet nie zauważyłem jak ten czas minął. Cały czas były przy mnie panie pielęgniarki, które odpowiadały na każde moje pytanie i czuwały, abym czuł się dobrze. Jeszcze w czasie pobytu w hotelu zadzwonili do mnie z Fundacji z zapytaniem o to, jak się czuję, jak przebiegł zabieg. Wtedy też dowiedziałam się, że mój szpik podarowałem mężczyźnie w średnim wieku – więc mam brata bliźniaka. Bardzo mocno trzymam za niego kciuki i z całego serca życzę mu jak najszybszego powrotu do zdrowia.

Dziękuję wszystkim za wsparcie, żonie, która towarzyszyła mi podczas pobrania, rodzinie, która otoczyła mnie opieką, przyjaciołom za ciepłe słowa, moim przełożonym, kolegom z pracy- w której na co dzień ratujemy ludzkie życie oraz wszystkim tym, którzy cały czas byli gdzieś obok, koordynatorowi oraz wszystkim pracownikom DKMS, lekarzom i pielęgniarkom z Kliniki Pobrań, których dzięki tej przygodzie poznałem.

Apeluję również do wszystkich, którzy biorą pod uwagę zostanie Dawcą szpiku – nie wahajcie się, naprawdę warto. Świadomość, że ktoś może przeżyć dzięki mnie jest bezcenna...