Historia Dawcy

Daria Goraus-Głowania - historia dawczyni komórek macierzystych

15 Kwiecień 2020

W moje 30 urodziny, pomiędzy telefonami z życzeniami urodzinowymi od rodziny, przyjaciół, znajomych zadzwonił numer z Warszawy, pierwsza myśl, z przymrużeniem oka, sceptycznie "O! Znów mnie gdzieś zapraszają albo znów coś wygrałam...!" Tak..., tego dnia niewiele się pomyliłam. Wygrałam szansę pomocy drugiemu.
 
Często modliłam się o to, by być po prostu, dobrym, lepszym człowiekiem... trafiła się cudna okazja! Sprawdzian człowieczeństwa. Szansa ratunku czyjegoś życia. Pamiętam, że często słyszałam życzenie -"spełnienia marzeń". Uważajcie, bo słowa mają moc ;). Tej rozmowy nie zapomnę do końca życia, a emocji, które wtedy mi towarzyszyły nie potrafię opisać, choć są wciąż żywe i pozostaną w mojej pamięci na zawsze. Głos w słuchawce "...dzwonię z fundacji DKMS... czy podtrzymuje Pani swoją decyzję..." ... "O matko! Tak! Wie Pani ja mam dziś urodziny, to byłby najwspanialszy prezent! ". Pamiętam do dziś, że rozmówczyni zaproponowała, że może jednak zadzwoni po weekendzie... Jednak moja odpowiedź była jednoznaczna "Przecież nie zasnę! Nie wytrzymam!".
 
Nie wahałam się, ani chwili. W trakcie wywiadu pojawiła się poważna kwestia. Przecież nie tak dawno po raz drugi zostałam mamą... jednak okazało się, że wszystko jest pod kontrolą. Machina ruszyła. Rozpoczęło się od poboru krwi, badającej zgodność tkankową. Była. W międzyczasie, jak to po 30stce bywa, dopadła mnie rwa kulszowa... Jedna z metod poboru szpiku odpada... Poźniej nie lepiej... świat zaczął się rozpędzać w dziwnym, niebezpiecznym kierunku. Epidemia! A przede mną szereg specjalistycznych badań, m.in. 18 (!) próbek krwi... Udało się! Jestem zdrowa. Seria zastrzyków (tak, ze względu na sytuację wbijałam je sobie sama). Nie czułam się w pełni sił, ale czym były moje 4 dni gorszej kondycji, przy wielu takich dniach biorcy? "Pestka"! W końcu pobór komórek macierzystych z krwi obwodowej, który został zredukowany do jednego dnia. 5 godzin i już! Przeciwności pokonane!
 
W tym czasie towarzyszyły mi ambiwalentne uczucia. Radość- mogę pomóc, jest gdzieś tam w świecie "jeszcze jedna genetycznie ja". Z drugiej strony smutek i strach. Mój bliźniak genetyczny jest chory, potrzebuje pomocy, czy wszystko skończy się happy endem? Wokół świat i tak był już zbyt szalony i przerażający. Jestem jednak dobrej myśli. W tej drodze poznałam wielu wspaniałych ludzi. Takich cichych aniołów ;). Panie pielęgniarki, lekarzy, koordynatorów akcji, którzy od początku do końca nade mną czuwali. I Kamila (pozdrawiam Cię!), dawcę jak ja, z którym wzajemnie się wspieraliśmy :). Jeszcze chwilka...
 
Przygodę z fundacją DKMS, rozpoczęłam 17 grudnia 2017 roku. Podczas jednego z biegów (na który zdecydowałam się w ostatniej chwili, zima, zimno, święta za pasem) zarejestrowałam się i oddałam próbkę. Wierzę, że wszystko jest "po coś" i tak miało być. Jedni porównują znalezienie dawcy do wygranej w totka, drudzy do igły w stogu siana ;). Fajnie być taką igłą czy losem :). Wokół Ciebie dzieje się dobro. Tylko my sami, musimy je napędzać. Chciałam Cię tylko zapytać czy i Ty POMOŻESZ ? zapytasz, ale ja...? Tak, nie wahaj się! Ty! Przecież MOŻESZ! Po prostu MASZ TO W GENACH! Pamiętajcie ZDROWIE, ZDROWIE, ZDROWIE I ŻYCIE to ogromny DAR, są NAJWAŻNIEJSZE! Cała reszta się jakoś ułoży.