Historia Dawcy

Dariusz Cheba - historia dawcy komórek macierzystych

13 Styczeń 2020

W skrócie pragnę opisać, jaką drogę pokonałem, aby zostać dawcą komórek krwiotwórczych. W 2015 roku zacząłem oddawać honorowo krew, aby podzielić się czymś, czego nie można wyprodukować, a jest tak bardzo potrzebna dla osób chorych.
 
Na początku 2016 roku zarejestrowałem się w bazie DKMS w nadziei, że będę może miał możliwość podzielenia się „częścią siebie”. Na informację z fundacji czekałem ponad trzy lata. Telefon we wrześniu 2019 roku zadzwonił, przedstawił się pan z fundacji i zapytał czy nadal jestem gotowy i zdecydowany, aby oddać komórki macierzyste dla kogoś, kto ich bardzo potrzebuje. TAK, byłem zdecydowany i bardzo podekscytowany, że będzie taka możliwość. Umówiono mnie na pierwsze badania w miejscu zamieszkania. Odbyło się to bardzo profesjonalnie i bezboleśnie. Jeszcze we wrześniu otrzymałem informację, stając się istotną częścią procesu poszukiwania odpowiedniego dawcy dla pacjenta i jego szansy na drugie życie.
 
Dzień przed moimi urodzinami otrzymałem kolejną informację z potwierdzeniem daty badań wstępnych i daty pobrania komórek macierzystych z krwi obwodowej. Ta myśl, że mogę pomóc i jest ktoś dla kogo można podzielić się „częścią siebie” była naprawdę ekscytująca. Na badania w klinice pobrania stawiłem się w wyznaczonym terminie i godzinie. Kilka godzin badań minęło w miłej atmosferze, gdzie poznałem osoby, które będą dawcami tak jak Ja. Po badaniu i omówieniu sposobu pobrania pozostało tylko czekać na dzień, w którym nastąpi pobranie komórek macierzystych. Kilka dni przed oddaniem komórek przyjmowałem zastrzyki pobudzające produkcję komórek macierzystych. Z robieniem zastrzyków nie było problemu, za to samopoczucie i objawy przypominające przeziębienie dawały się we znaki. Dawno nie chorowałem, ale i to można było w spokoju wytrzymać.
 
W dniu pobrania pełen radości przybyłem do kliniki pobrania. Miło przyjęty po rozmowach w gabinecie z paniami z personelu, który będzie się nami opiekował podczas pobrania. Opieka podczas wielogodzinnego pobrania komórek macierzystych dbała o każdy szczegół (wygodę, ciepło, itp.). Po zakończeniu pobrania, rozmowa z panem doktorem, podziękowania za decyzję o tym, że zostanę dawcą. Fundacja zadbała nawet o posiłek po pobraniu.

 

Dobry obiad, kawa i ciasteczko – tego było trzeba. Jeszcze tego samego dnia zadzwonił przedstawiciel fundacji DKMS z podziękowaniem i z informacją, na którą większość dawców czeka. Komu mogliśmy pomóc. Moje komórki pomogą osobie płci żeńskiej z Polski. Cieszę się, że bliźniak genetyczny jest gdzieś blisko, myślami wspieram go bardzo i życzę szczęśliwego powrotu do zdrowia. Tak niewiele trzeba dać od siebie, aby dać nadzieję potrzebującym. Więc tym, którzy jeszcze zadają sobie pytanie czy zostać dawcą odpowiadam: TAK.