Monika Wiśniewska

25 Sierpień 2015

W Fundacji DKMS zarejestrowałam się 5 lat temu, po obejrzeniu spotów reklamowych zachęcających do zapisywania się jako potencjalni dawcy szpiku. Była to bardzo przemyślana decyzja, ponieważ już wcześniej o tym dużo myślałam, zatem byłam pewna, że jeśli nadarzy się taka potrzeba, to oddam szpik.

Kiedy dostałam wiadomość z informacją o tym, że mogę zostać dawcą, nie miałam wątpliwości, chciałam pomóc chorej osobie. Dowiedziałam się, że będę miała pobierany szpik z talerza kości biodrowej, co wiązało się z wizytą w klinice, nie ukrywam trochę się obawiałam. Cały personel szpitala okazał się bardzo miły i troskliwy, a pobyt tam wcale nie był straszny. Oddanie szpiku w sumie nie było bolesne, jedynie trochę bolało mnie gardło od intubacji, no i byłam bardzo senna. Następnego dnia po zabiegu zostałam już wypisana do domu. Nie odczuwałam żadnych problemów zdrowotnych, starałam się tylko uważać na siebie.

Metoda, za pomocą której pobierano ode mnie komórki macierzyste, jest najczęściej stosowana, gdy oddaje się szpik dla dziecka i tak też było w moim przypadku. Zaraz po zabiegu dowiedziałam się, że oddałam szpik dla 5–letniej dziewczynki. Bardzo mnie to ucieszyło, że mogłam pomóc uratować czyjeś życie, zwłaszcza małego dziecka. Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia i będzie mogła cieszyć się życiem.

Zachęcam do oddania szpiku, ponieważ to ogromna satysfakcja uratować komuś życie i możliwość poczucia niesamowitej radości. Jakbym jeszcze raz miała oddać szpik, również nie wahałabym się, żeby to zrobić.