Natalia Mordarska

9 Listopad 2015

Mam na imię Natalia i mam 22 lata. Zarejestrowałam się jako potencjalny dawca 5 lat temu. Do rejestracji przekonała mnie historia znajomej chorej na białaczkę. Przez 5 lat telefon milczał.

W czerwcu tego roku otrzymałam telefon, że jest ktoś, kto być może potrzebuje mojej pomocy, trudno było mi uwierzyć, że to może się dziać naprawdę, że rzeczywiście po tylu latach znalazł się ktoś, komu mogę pomóc .Czułam się wyróżniona. Od tej pory ciągle zastanawiałam się, kim jest ten człowiek, czym się zajmuje, czy ma rodzinę, czy może to jest jakiś maluszek.

Przeszłam badania krwi potwierdzające moją zgodność z pacjentem. Okazało się, że mam bliźniaka genetycznego. Nie można było od razu wyznaczyć daty pobrania ze względu na zmieniający się stan pacjenta, dlatego miałam być zarezerwowana dla niego przez 3 miesiące. Zwarta i gotowa czekałam na kolejny telefon. W ostatnim tygodniu sierpnia będąc nad morzem otrzymałam telefon z pytaniem czy nadal jestem gotowa pomóc, bez najmniejszego wahania potwierdziłam swoją gotowość. Została wyznaczona data badań wstępnych i data pobrania. Zostałam zakwalifikowana do pobrania komórek macierzystych z krwi obwodowej, musiałam więc przyjmować czynnik wzrostu. Towarzyszyły mi przy tym różne skutki uboczne, ale żadne z nich nie były powodem chociażby do pomyślenia o rezygnacji. Czułam się odpowiedzialna za mojego bliźniaka genetycznego.

Nadszedł dzień pobrania w klinice. U mnie pobranie trwało 2 dni. Był lekki stres, ponieważ najzwyczajniej w świecie boję się igieł, ale świadomość tego, że ktoś czeka i ta odpowiedzialność za drugiego człowieka była tak silna, że mój strach przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. W szpitalu poznałam cudownych ludzi po przeszczepieniach, miałam namiastkę tego, przez co będzie przechodził mój bliźniak. Mogłam się dowiedzieć z tej drugiej strony jak to wygląda, jak wielka radość towarzyszy pacjentowi, gdy dowiaduje się, że jest dla niego dawca.

Po pobraniu otrzymałam telefon z fundacji z pytaniem jak się czuję, czy wszystko jest w porządku. Wtedy także dowiedziałam się kim jest mój bliźniak genetyczny. Okazało się, że zyskałam starszego brata. To był moment, kiedy to wszystko zaczynało do mnie docierać, wzruszenie było tak wielkie, łzy leciały mi ciurkiem po twarzy. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, co tak naprawdę się stało, dotarło do mnie, że mój nowy brat genetyczny być może jest głową rodziny, że na pewno ma mnóstwo planów na przyszłość, że na pewno ma jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, tyle miejsc do odwiedzenia, całe życie przed nim. Świadomość, że ja dając kawalątek z siebie, malutką cząsteczkę, daję temu człowiekowi nadzieję, szansę na powrót do zdrowia, jest czymś zupełnie wyjątkowym, niepowtarzalnym i ciężko to opisać.

Z całego serca trzymam kciuki za mojego bliźniaka, żeby wszystko się udało i żeby wrócił do zdrowia. Głęboko wierzę, że tak właśnie będzie.

Ile jest warte życie, w którym wyciągamy ręce i bierzemy tylko dla siebie, a od siebie nie dajemy nic? Myślę, że niewiele, także jeśli jeszcze się zastanawiasz czy się zarejestrować jako potencjalny dawca nie czekaj ani minuty dłużej, być może właśnie w tej chwili ktoś usłyszał diagnozę i czeka właśnie na Ciebie? Pamiętaj, że dobro, które czynimy, wraca do nas ze zdwojoną siłą.