Patrycja Lazarek

25 Wrzesień 2015

Moja droga do zostania dawcą wcale nie była krótka... Kilka lat namyślania się zanim podjęłam decyzję i zarejestrowałam się w bazie danych. Przecież to nie taka prosta decyzja, wiele niewiadomych, mnóstwo mitów. W 2014 roku zarejestrowałam się i w odpowiedzi otrzymałam informację, że na pałeczkach było za mało materiału genetycznego do określenia genotypu. W przesyłce nowe pałeczki i ponowne odesłanie.

W lipcu 2015 telefon z fundacji – szok, niedowierzanie – może Pani pomóc. Błyskawicznie zorganizowane szczegółowe badania typizacyjne, zorganizowane w moim miejscu zamieszkania. Po trzech tygodniach odpowiedź, że jest zgodność i wiadomość, że pobranie będzie musiało odbyć się pod narkozą z talerza kości biodrowej. W pierwszej chwili lekki strach i myśl, że tylko w 20% pobiera się szpik z talerza kości biodrowej i trafiło na mnie. Ale nie wycofałam się – absolutnie. Od razu ustaliliśmy, kiedy i gdzie mam się zgłosić na badania wstępne oraz ustalenie daty pobrania szpiku. W klinice badania wstępne przebiegły szybko i wszystko zorganizowane było świetnie.

W końcu dzień stawienia się na oddział transplantacji szpiku. Oddział zamknięty – żadnych odwiedzin. W sumie sama jestem w szoku skąd znalazłam w sobie tyle siły, żeby te wszystkie tygodnie od pierwszego telefonu przetrwać w takim spokoju. Lekkie nerwy przyszły w dniu pobrania, bo to miała być moja pierwsza w życiu narkoza. Ale nerwy szybko minęły – potem przebudzenie na sali pooperacyjnej. Lekko skołowana po narkozie czułam ból w okolicy krzyża. Ból minął po podaniu leków przeciwbólowych. W dzień po pobraniu wypis do domu. Ból był – owszem – ale jak sobie pomyślałam, że mój bliźniak genetyczny w swojej walce z chorobą pewnie wycierpiał już niejedno, to ból stawał się lżejszy do zniesienia.

To cudowne poczuć się jak ktoś, kto przytrzymuje niewidzialne drzwi przed zamknięciem i daje szansę komuś po drugiej stronie dojść do tych drzwi, otworzyć je na oścież i przejść znowu na stronę zdrowych ludzi.

Rejestracja w bazie danych nie jest łatwą decyzją. Nie chodzi w tym o to, by się chwalić przed znajomymi, że się jest potencjalnym dawcą, a gdy dzwoni telefon wycofać się. Rejestrując się bierze się we własne ręce życie drugiego człowieka. Ja nie zawahałam się w żadnym momencie.

W mojej drodze do zostania dawcą dziękuję: Rodzinie i Znajomym za wsparcie, dodawanie otuchy, telefony i smsy z wyrazami troski i uznania. Dziękuję też Fundacji DKMS za perfekcyjne i sprawne przeprowadzenie mnie przez całą procedurę od pierwszego telefonu aż do pobrania, troskę, telefony, maile. Lekarzom i pielęgniarkom z Centrum Onkologii za wspaniałą i profesjonalną opiekę – bez Waszej empatii, wiedzy i umiejętności – My Dawcy – bylibyśmy tylko chodzącymi inkubatorami najlepszego leku na świecie – szpiku kostnego.