Przemysław Mania

Drodzy przyszli dawcy …
Mam nadzieję, że właśnie Ktoś z Was po przeczytaniu naszych historii wykona świadomy krok w swoim życiu i zarejestruje się w bazie Fundacji DKMS.

Moja historia zaczęła się całkiem przypadkowo. O całej akcji i Fundacji DKMS powiedziała mi moja przyjaciółka Madzia, którą bardzo serdecznie pozdrawiam. Wcześniej nie miałem pojęcia, że w tak łatwy sposób można zarejestrować się w bazie przyszłych dawców i zupełnie j bezinteresownie i z wielką przyjemnością pomóc drugiej osobie. Jestem człowiekiem, który zawsze jak może to pomoże. Po przeczytaniu kilku historii Dawców oraz odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, zarejestrowałem się przez internet w bazie DKMS. Po około tygodniu otrzymałem kopertę z dokumentami oraz patyczkami. Już wtedy mocniej zabiło mi serce i wiedziałem, że robię coś dobrego w życiu coś, co może pomóc drugiemu człowiekowi … Po wysłaniu dokumentów czekałem około 4 miesiące na kartę dawcy, bardzo ucieszyłem się na jej widok. Pomyślałem - dobrze zrobiłeś! Zrobiłeś to, co do Ciebie należało.

Minęły kolejne dwa miesiące, kiedy zadzwonił telefon spojrzałem na numer i zauważyłem kierunkowy z Warszawy. Pomyślałem, że to znowu konsultant, który chce mnie namówić do przedłużenia abonamentu. Nic z tych rzeczy, tego telefonu nigdy nie zapomnę. To była Pani Anna Jarnicka, koordynatorka z Fundacji DKMS. Usłyszałem, że jestem potrzebny drugiej osobie. SZOK

Po tak krótkim czasie taki telefon, bez żadnego zastanowienia od razu potwierdziłem, że jestem gotowy, aby pomóc. Oczywiście wyraziłem zgodę na obydwie metody. Każdy, kto dostał taki telefon chyba wie, o jakich emocjach mówię.

Mega radość, euforia, szczęście, że dane będzie mi komuś pomóc, lecz z drugiej strony obawa czy z moim zdrowiem jest wszystko w porządku i czy uda mi się pomóc bliźniakowi genetycznemu.

Po kilku dniach miałem pierwsze badania. Na wynik czekałem niecałe 3 miesiące. Każdego dnia czekałem na telefon z wiadomością. W końcu w listopadzie dowiedziałem się, że wszystko jest ok i że mam przyjechać na badania do Warszawy na ostatnie badania przed pobraniem. Serce biło mi niesamowicie mocno. Radość jest tak wielka, że nie jestem w stanie tego opisać. Data pobrania ustalona była na kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia. Pomyślałem sobie to musi być jakiś znak. Oddać cząstkę siebie przed Wigilią to jak trafić 6 w totolotka.

Niestety po badaniach okazało się, że jeden mój wynik jest na pograniczu i musiałem mieć powtórzone badania. Kolejny telefon i taka sama wiadomość. Dowiedziałem się, że termin przesuwamy na koniec stycznia. Chodziło tu o wynik toksoplazmozy … Ta wiadomość bardzo mnie podłamała, ale moja narzeczona z rodziną i przyjaciółmi bardzo dzielnie mnie wspierali. Każdy mówił Tomek zrobiłeś, co mogłeś zobaczysz, że wszystko będzie dobrze.

W połowie stycznia dostałem telefon, zostałem umówiony na kolejne badania. Miałem nadzieję, że tym razem wszystko będzie dobrze. Tak było!!! Dostałem kolejny termin. Miałem oddać komórki 3 dni przed moimi urodzinami, od razu pomyślałem, że byłby to najcudowniejszy prezent, jaki mogę otrzymać. Do Warszawy pojechałem z moją narzeczoną, której bardzo za wszystko dziękuję. Cieszę się, że w tak ważnym dniu mogła być tam razem ze mną. W szpitalu na Banacha od razu poznała mnie Pani Kasia i Małgosia, które opiekowały się mną podczas badań wstępnych i dowiedziałem się, że podczas zabiegu będzie ten sam przesympatyczny Pan doktor.

Okazało się, że nie będę w tym dniu sam. Razem ze mną cząstkę siebie oddawała również Angela, z którą dosłownie po kilku sekundach złapaliśmy wspólny język. Przez 4 godziny było bardzo wesoło, mega pozytywna atmosfera. Od tamtej pory mamy ciągły kontakt, poznałem osobę, która tak jak ja miała taki sam cel w życiu! Nieść POMOC innym. Zabieg trwał niecałe 4 godziny i tak jak napisałem wyżej było super!!!! Świetna opieka nad nami, za co dziękuję z całego ser ducha!!!

Godzinę po zabiegu dowiedziałem się, komu oddałem komórki macierzyste. Niesamowite uczucie - jest to kobieta w wieku mojej mamy, zamieszkała w Niemczech. Od tamtej pory każdego dnia modliłem się, aby wszystko się dobrze zakończyło, aby szpik się przyjął. Dowiedziałem się, że teraz muszę zaczekać 100 dni na wiadomość, jaki jest stan mojej „siostrzyczki genetycznej”. Otrzymałem mnóstwo telefonów i wiadomości od Rodziny, Przyjaciół i bliskich mi osób z gratulacjami i pozytywnymi słowami. Jest to tak niesamowicie miłe, że również ciężko mi to opisać. Ja po prostu spełniłem swój obowiązek … Z tego miejsca jeszcze raz bardzo gorąco chciałem podziękować wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki byli razem ze mną w tych mega ważnych dniach mojego życia. DZIĘKUJĘ WAM BARDZO!!!

W tym momencie jadę do Warszawy! Bo kilka dni temu dowiedziałem się, że moja „siostra” żyje! Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie . Jadę, bo otrzymałem telefon, że będą potrzebne jeszcze limfocyty, które mają pomóc w tym, żeby szpik zaczął dobrze funkcjonować.

Jutro mam badania, a za tydzień pobranie, którego nie umiem się już doczekać. Chcę jak najszybciej zrobić to, co tylko w mojej mocy. Chcę uratować komuś życie…

Kochani rejestrujcie się w bazie DKMS. Naprawdę nie zdajecie sobie sprawy, że w tak łatwy sposób można komuś pomóc. Jestem niesamowicie szczęśliwy, że co chwilę dostaję wiadomości od moich przyjaciół, w jaki sposób mogą się zarejestrować, jak to wszystko wygląda, itd. Udało mi się namówić już ponad 100 moich znajomych, cały czas staram się, aby zapisywały się kolejne osoby.

Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłem moją historią i że przekonam nią kolejnych ludzi, którzy świadomie zarejestrują się w bazie DKMS.

P.s. Serdecznie podziękowania dla Anny Jarnickiej, Agaty Zielińskiej, Agnieszki Chrzan, Zuzanny Jastrzębskiej i Patrycji Rybarczyk - są to koordynatorki z Fundacji DKMS, które miałem przyjemność poznać na żywo, które wkładają niesamowite serce, aby nam Dawcom jak najlepiej pomóc w przejściu całego procesu we wszystkich badaniach. Te Panie są zawsze gotowe, aby nam pomóc.