Adam Szewczuk

22 Luty 2016

Poranna kawa, telewizja śniadaniowa i temat: Podaruj życie, zostań dawcą. Decyzja w sekundę, rejestracja w minutę, nie potrzebowałem dodatkowych informacji, tyle się o tym mówi, że temat nie był mi obcy. W chwili rejestracji i później podczas oczekiwania na pakiet startowy, nawet nie myślałem, że kiedyś telefon się odezwie, raczej zarejestrowałem się, aby komuś pomóc i tyle.

Po około 5 latach od rejestracji telefon i sms od fundacji z prośbą o pilny kontakt i pytaniem czy dalej jestem zainteresowany tym, aby zostać dawcą. Odpowiedź jest tylko jedna w takim przypadku: Tak!! Oczywiście!

Aby zostać dawcą, czekały mnie jeszcze badania i ostateczna weryfikacja. Nie miałem obaw co do metody ani samego pobrania komórek macierzystych, jedynie czy mój organizm okaże się zdrowy, by móc podzielić się życiem z drugą osobą. Myślałem tylko o tym, by być zdrowym, lecz nie dla mnie, a dla drugiego człowieka, by nic nie mogło stanąć na przeszkodzie z mojej strony, żeby pomóc swojemu bliźniakowi, kimkolwiek i gdziekolwiek jest.

Przygotowania z mojej strony, badania i oczekiwania na wyniki to pestka w porównaniu z tym, co w tym samym czasie musi przechodzić biorca, osoba chora czekająca na szansę, by wyzdrowieć i żyć. Profesjonalny kontakt z pracownikami fundacji, później z pracownikami w klinice pobrania, tylko pomaga i umacnia w przekonaniu, że to najważniejsza i najbardziej prawidłowa decyzja, jaką podjąłem dotychczas w swoim życiu.

Dzień po pobraniu, powrót do domu i punkt 10:00: telefon z fundacji: Panie Adamie jak się Pan czuje? Gratulacje, materiał zebrany od Pana wystarczyłby na trzy przeszczepy. Radość z mojej strony. Informacja, że moje komórki macierzyste lecą na drugi koniec świata do starszej ode mnie 3 lata dziewczyny - dreszcz, łza w oku, zdałem sobie sprawę, że tak niewielki gest może tak wiele. Dlatego warto się rejestrować, dzielić swoja historią, opowiadać, jakie to proste, a zarazem jak bardzo ważne.