Ewa Jabłońska

3 Czerwiec 2016

Moja historia z DKMS-em zaczęła się dwa lata temu, kiedy to byłam w jednej z Warszawskich galerii handlowych i zupełnie przypadkowo natknęłam się na akcję DKMS, promującą dawstwo szpiku. Zawsze chciałam zgłosić swoją osobę do banku dawców szpiku, a więc podeszłam. Bałam się troszkę, że barierą może być mój wiek, bowiem już wtedy byłam osobą 50-letnią z małym plusem. Okazało się, że jeszcze mieszczę się w grupie wiekowej uprawniającej do pobrania szpiku. Wypełniłam ankietę, pobrano materiał genetyczny do badań. Odeszłam będąc cała w skowronkach z nadzieją, że lada moment, ktoś się do mnie odezwie i będę mogła komuś pomóc. Minęły dwa lata, zapomniałam już o tym, gdy zupełnie niespodziewanie na przełomie stycznia i lutego 2016r., otrzymałam telefon z Fundacji DKMS z informacją, że jest osoba, która może być moim genetycznym bliźniakiem i oczekuje mojej pomocy oraz z zapytaniem, czy w dalszym ciągu jestem zainteresowana, by oddać swoje komórki macierzyste.

Bez najmniejszego wahania potwierdziłam gotowość swojej pomocy. Co wtedy czułam?- niesamowitą radość, tą cudowną informacja podzieliłam się natychmiast ze swoimi najbliższymi. Koordynator ds. pobrań z fundacji DKMS przekazał mi szczegółowo jak będzie przebiegał cały proces od momentu badań do pobrania i wtedy ruszyła machina proceduralna dotycząca typizacji.

W marcu 2016 roku ostatecznie było wiadomo, że będę dawcą. Termin pobrania wyznaczono na kwiecień 2016r. Po przejściu szczegółowych badań w klinice w Warszawie, okazało się, że podczas pobrania konieczne będzie tzw. centralne wkłucie. Szok, cóż to jest, jak jest wykonywane? Pan doktor szczegółowo wyjaśnił, na czym to polega, jak będzie wyglądał zabieg centralnego wkłucia. Mimo niepewności wyraziłam zgodę na przeprowadzenie tego zabiegu. Po dwóch dniach otrzymałam telefon, że niestety termin kwietniowy nie może być dotrzymany, z uwagi na infekcję biorcy. Wewnętrzny smutek – to wtedy czułam, nie mniej jednak bardzo mocno wierzyłam w to, że pomimo dodatkowych problemów zdrowotnych biorcy musi się udać.

Po kilkunastu dniach ponowny telefon z DKMS z podaniem nowego terminu szeregu badań i wyznaczeniem kolejnego terminu pobrania na miesiąc maj 2016 roku. Otrzymałam czynnik wzrostu, który w odpowiednim czasie miałam sobie aplikować, czekając na pobór w wyznaczonym dniu. 11 maj to dzień, w którym wyposażona za sprawą czynnika wzrostu w dodatkowe komórki, otoczona niezwykle życzliwym i profesjonalnym personelem, poddałam się zabiegowi w warszawskiej klinice, po oczywiście uprzednio wykonanym zabiegu centralnego wkłucia. Czy było ono bolesne – nie zabieg został wykonany perfekcyjnie i co najważniejsze bezboleśnie.

Po pobraniu okazało się, że nie udało się wyseparować wymaganej ilości komórek i zabieg będzie powtórzony następnego dnia oraz że do tego czasu będę musiała zostać w szpitalu, ale to głównie ze względu na centralne wkłucie, które miałam. Kolejny dzień przyniósł ponowny kilkugodzinny pobór komórek .Po skończonym zabiegu okazało się, że udało się pobrać odpowiednią ilość, popłynęły wtedy łzy szczęścia i radości. Gdyby ktoś mnie zapytał czy gotowa jestem jeszcze raz przejść całą procedurę łącznie z centralnym wkłuciem - BEZ NAJMNIEJSZEGO WAHANIA ODPOWIEDZIAŁABYM, ŻE TAK. Moim genetycznym bliźniakiem okazała się mieszkanka Francji o wieku zbliżonym do mojego. Teraz gorąco się modlę o to, żeby moje komórki się przyjęły u mojej „ siostry bliźniaczki” i głęboko wierzę, że tak się stanie, trzymam mocno kciuki za swoją „ siostrzyczkę”.

Ksiądz Jan Twardowski w swoim wierszu „ Śpieszmy się” napisał ”(…) Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą(…), ja dopisałam do tego swój werset „Śpieszmy się pomagać ludziom, żeby tak szybko nie odeszli i żebyśmy mieli szansę i czas na ich pokochanie”. Czy czuję się bohaterem? Nie, bowiem zrobiłam zupełnie bezinteresownie coś dla innej osoby, której nie znam i nie wiem czy kiedykolwiek poznam, zrobiłam coś, co czuję, że było moim obowiązkiem, oddałam cząstkę siebie, która może uratować życie innej osobie. Chciałabym serdecznie podziękować ekipie Fundacji DKMS oraz całemu personelowi szpitalnemu zaangażowanemu w akcję pobrania komórek. Co prawda ja oddałam komórki, ale to dzięki DKMS i personelowi szpitalnemu było to możliwe. Robicie świetną robotę i róbcie to dalej do końca świata i jeden dzień dłużej.

Zachęcam wszystkim do rejestracji. To nic nie kosztuje, a gest jest wielki! Każdy z nas może uratować czyjeś życie. Uczucie podarowania komuś szansy na życie i zdrowie jest czymś nie do opisania, to po prostu trzeba przeżyć! Ja bez wahania zrobiłabym to jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze kolejny raz!