Fabian Burghardt

Moja historia z Fundacją DKMS rozpoczęła się w czerwcu 2015, kiedy w naszej szkole była organizowana rejestracja potencjalnych dawców szpiku. Wtedy wraz z koleżankami zdecydowaliśmy, że pójdziemy się zarejestrować, bo stwierdziliśmy "co nam szkodzi, a na lekcję nie trzeba będzie iść". Rejestracja trwała ok. 10 minut. Wtedy nie przypuszczałem, że tak to się skończy i zostanę w ogóle kiedyś dawcą.

Po roku, w czerwcu 2016, dostałem telefon z fundacji, że zostałem zakwalifikowany jako dawca. Początkowo był to do mnie szok, że ktoś potrzebuje pomocy. Po chwili zmieniło się to w wielkie szczęcie, że to właśnie ja będę mógł pomóc.

Pierwsze próbka krwi została pobrana w ciągu tygodnia, aby potwierdzić zgodność. Na badania wstępne pojechałem na początku października do Klinki w Gliwicach. Badania przebiegły bardzo sprawnie. Pobranie odbyło się pod koniec października. Procedura trwała 5,5 godziny, nie odczuwałem żadnego bólu.

Następnego dnia po pobraniu dowiedziałem się, że mój szpik może uratować mężczyznę ze Stanów Zjednoczonych. Rodzice, a także koledzy z klasy bardzo mi zazdrościli i mówili, że są ze mnie dumni, gdyż dokonałem takiego czynu.

Chciałbym podziękować pracownikom fundacji, lekarzom i pielęgniarkom z kliniki za bardzo miłe traktowanie i informowanie w sposób rzetelny.

Jeśli miałbym możliwość ponownej pomocy w przyszłości, zrobiłbym to raz jeszcze. Nie ma się czego bać. Zachęcam wszystkich niezdecydowanych do zarejestrowania się.