Gabriela Dzięgiel

18 Lipiec 2016

Swoją przygodę z DKMS zaczęłam na pierwszym roku studiów, kiedy to zarejestrowałam się jako potencjalny dawca szpiku. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, że to akurat ja będę mieć możliwość, by komuś w ten sposób pomóc. Dlatego też, gdy dowiedziałam się, że na uczelni, w której studiuje, jest organizowana akcja, polegająca na rejestrowaniu potencjalnych dawców szpiku, postanowiłam zostać wolontariuszką. Do tej pory już kilka razy brałam w nich udział, raz będąc Studenckim Ambasadorem Fundacji.

Moje zdziwienie było niesamowite, że to akurat ja, po około 1,5 roku od rejestracji, w czerwcu 2015 roku, otrzymałam e-mail z Fundacji DKMS. Okazało się, że jest ktoś, kto potrzebuje pomocy, że gdzieś na świecie jest osoba, która czeka na swojego dawcę, która czeka na mnie… Miałam świadomość, że oddając komuś cząstkę siebie, mogę dołożyć cegiełkę do tego, że ta osoba będzie mogła się cieszyć życiem, rodziną. Wachlarz emocji, jakie wtedy odczuwałam, jest nie do opisania. Od łez szczęścia, bo to akurat ja mogę komuś pomóc, do łez smutku, ponieważ ktoś właśnie toczy ciężką walką o zdrowie.

Pierwsze badanie odbyło się w miejscowym ośrodku zdrowia. Kolejne w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, gdzie pracują najmilsze Panie Pielęgniarki, jakie kiedykolwiek spotkałam. Po pozytywnym przejściu wszystkich koniecznych badań, datę pobrania wyznaczono na 6 września. W moim przypadku pobranie odbyło się z krwi obwodowej. Kilka godzin i po wszystkim. Uczucie, które towarzyszyło mi zaraz po oddaniu komórek macierzystych, a w zasadzie, które są ze mną aż do dziś, nie da się opisać słowami. Okazało się, że mam bliźniaka genetycznego w Turcji i jest to 62-letni mężczyzna.

Niestety ta historia nie kończy się szczęśliwie, po 8 miesiącach od pobrania komórek macierzystych, dostałam list z Fundacji… Biorca zmarł. Było oczywiście duże łez, ponieważ przez ten cały czas, nie było dnia, w którym nie zastanawiałam się, jaki jest stan zdrowia Biorcy. Pozostaje mi mieć nadzieję, że podarowałam Mu bezcenny dar - trochę więcej czasu z rodziną.

Ofiarowanie komuś cząstki siebie jest niesamowitym przeżyciem, które będę z pewnością pamiętać do końca życia. Dzięki Fundacji dostałam więcej, niż kiedykolwiek mogłabym się spodziewać.

Drogi zespole DKMS, chciałabym Wam serdecznie podziękować za to, co robicie i prosić, żebyście nigdy nie zaprzestali swoich działań.

Dziękuję także wszystkim, którzy mnie wspierali, a przede wszystkim Angelice, która była ze mną podczas pobrania i dzielnie się mną opiekowała.

Na koniec pragnę Was zachęcić do rejestracji, trwa to zaledwie 5 minut. Twoje 5 minut, które dla kogoś mogą oznaczać nie dni, nie miesiące, a lata życia. Być może to Ty dasz komuś szansę na nowe życie! Pamiętajcie! „Lekarstwo mamy w sobie...”