Karolina Uchman

22 Luty 2016

Moja przygoda z DKMS rozpoczęła się w 2010 roku. Po przeczytaniu w gazecie artykułu opisującego historię jednego z dawców postanowiłam, że i ja chcę nim zostać, aby kiedyś móc uratować czyjeś życie. I właśnie jakiś czas temu, po 5 latach od rejestracji jako potencjalny dawca, otrzymałam tę radosną wiadomość, dotyczącą zgodności genetycznej z biorcą. W związku z otrzymaną wiadomością padło również pytanie czy podtrzymuję moją chęć pomocy? Oczywiście, że tak. Byłam bardzo szczęśliwa, a po mojej głowie krążyło wiele myśli...

Następne telefony dotyczyły umawiania się na badania, kolejne związane z informacjami na temat pobrania. Po badaniach dostałam informację o potwierdzeniu typizacji. Następnie długa przerwa, przedłużanie rezerwacji dla pacjenta. Milion myśli na minutę ...

Minął termin rezerwacji, a po 2 dniach otrzymałam telefon z Fundacji. Poinformowano mnie o przygotowaniu się do badań wstępnych. W moim przypadku zadecydowano, że pobranie komórek macierzystych odbędzie się z krwi obwodowej. Badania wyszły bardzo dobre. Więc zbliżał się dzień pobrania.

W tym dniu, stawiłam się w klinice pobrania. Personel był bardzo troskliwy. Zapewniam wszystkich, że pobranie wbrew pozorom to nic strasznego.

Kilka godzin pobrania. Następnie wielkie oczekiwanie na telefon od pani Basi, która oznajmiła mi, że pomogłam starszemu mężczyźnie spoza granic kraju. Można sobie tylko wyobrazić szczęście tej osoby, jego rodziny. Taki prezent świąteczny. Małe poświęcenie, a zarazem wielki dar.

Jestem dumna z siebie, że bezinteresownie potrafiłam pomóc. Teraz czekam i modlę się o to, by mój bliźniak genetyczny wyzdrowiał i żył długie lata.

Zachęcam bardzo serdecznie do niesienia takiej bezinteresownej pomocy innym ludziom. Kto wie, być może sami będziemy jej kiedyś potrzebować. Ostatnio bardzo często słyszę słowa "DOBRO ZAWSZE POWRACA".