Katarzyna Żyła - Rom

24 Listopad 2015

Pięć lat temu zarejestrowaliśmy się razem z mężem w bazie dawców szpiku. Przez ten czas niewiele myślałam na ten temat. Urodziłam dwie córeczki, wybudowaliśmy dom i wszystko szybko się działo.

Pod koniec tegorocznych wakacji zadzwonił telefon z fundacji DKMS. Przedstawiciel organizacji poinformował mnie, że mogę zostać dawcą i zadał pytanie czy nadal wyrażam na to zgodę. Zgodziłam się – przecież decyzję podjęłam dużo wcześniej rejestrując się w bazie. Już po tygodniu miałam pierwsze badania krwi. Później oczekiwałam na wyniki badań i zastanawiałam się: czy mogę być dawcą, czy jestem zdrowa? Po około dwóch tygodniach otrzymałam wiadomość – mogę być dawcą! Jednak okazało się, że mój „genetyczny bliźniak” nie może w tej chwili mieć przeszczepu i procedura oczekiwania wydłuży się do dwóch miesięcy. Byłam trochę rozczarowana i martwiłam się o biorcę. Niespodziewanie po trzech dniach otrzymałam kolejny telefon z fundacji, ustaliśmy terminy badań w klinice oraz datę pobrania szpiku. Wszystko od momentu pierwszego telefony do momentu pobrania trwało dwa miesiące. Na szczęście wyniki badań potwierdziły moją zdolność do oddania komórek i pozostało tylko oddać szpik. Trochę się bałam, ponieważ miałam oddać szpik z talerza kości biodrowej, a to wiąże się z trzydniowym pobytem w szpitalu i narkozą. Bałam się, bo nigdy nie miałam narkozy.

W dniu przyjęcia do kliniki miałam kolejne badania. Spotkałam się z ogromnym wparciem i sympatią ze strony personelu kliniki. Nastąpił dzień pobrania wszystko odbyło się szybko i sprawnie. Zabieg trwał ponad godzinę, pobrano mi ponad 1000ml szpiku. Nic nie bolało, poza plecami, na których miałam kilkanaście nakłuć. Bardzo szybko doszłam do siebie i poza tym, że byłam trochę osłabiona, nie odczuwałam innych dolegliwości. Następnego dnia po pobraniu zostałam wypisana do domu. Przyjechał po mnie mąż z córeczkami.

Dziewczynki powiedziały do mnie: „Mamo jesteś bohaterką”. Bardzo się wzruszyłam. Nie czuję żebym zrobiła coś wyjątkowego. Cieszę się i mam satysfakcję, że mogłam pomóc.

Pomogłam 59 letniemu mężczyźnie, teraz czekam na wiadomość czy szpik się przyjął i czy wszystko jest dobrze. Jestem też „zarezerwowana” dla niego na kolejne dwa lata.

Jeśli jeszcze nie zdecydowałeś lub zdecydowałaś, czy chcesz się zarejestrować, to zachęcam. Pomagajmy sobie, nigdy nie wiadomo, kiedy to my będziemy potrzebować pomocy. Będąc w klinice poznałam ludzi chorych, czekających na przeszczep, oni muszą bardzo dużo przejść. Dla tych osób choroba wiąże się z długimi pobytami w szpitalu, z daleka od bliskich. Sami zmagają się z bólem, samotnością, czasami trwa to całymi tygodniami. To uczy szacunku i pokory wobec życia. Pomyślmy chwilę, zatrzymajmy się w pędzie codziennych obowiązków i poświęćmy tylko te kilka godzin lub dni, możemy pomóc chorym i podarować im to, co najcenniejsze - życie.